Nasza jedyna gęś, zwana zdrobniale Gusia, to pozostałość po hodowli gęsi sprzed dwóch lat. Wypasłyśmy ich wtedy około dziewięciu, przy czym historia ich hodowania od żółtego gąsiątka, kupionego w wylęgarni do fazy "brzydkiego kaczęcia" (gdy już mogły iść do kurnika), w skrzynce trzymanej w kuchni, żeby nie zmarzły w zimne kwietniowe noce, jest długa i bogata w śmieszne szczegóły. Gąsięta w pewnym momencie bowiem rosły w oczach i potrafiły wyrosnąć ze skrzynki w jedną noc. Trzeba było znajdować drugą i trzecią, żeby je pomieścić. W skrzynce pierwotnej potworzyły się już jednak związki osobnicze, które źle odgadłyśmy i ptaki przełaziły do siebie w nocy, zamieniając się miejscami i przy okazji wypadając na podłogę.
Potem zaczęła się historia z gąsiorem. Przezimował wraz z dwiema gęsiami w kurniku. Był zakochany we mnie i zawsze wiernie dreptał za mną krok w krok. Jednak Anię uznał za wroga w pewnym momencie. I z czasem zaczął ją ścigać. W tym czasie przejął też władzę w kurniku nad kurami, pokonując koguta w walce samców o władzę. Koguta zjadłyśmy, a na drugi rosół poszedł gąsior.
W końcu pozostała tylko Gusia. Najpierw dlatego, że zaczęła znosić jaja na wiosnę i uparła się, żeby je wysiadywać. Podłożyłyśmy jej w końcu kurze jaja, ale w nocy zaczęły się przymrozki i wszystkie przemarzły. Mimo, że się o nie bardzo troszczyła, okładając je wyrywanym z siebie puchem.
Potem była przeprowadzka i inne sprawy na głowie. A jesienią Gusia zniosła znowu ponad 20 jaj i tak została z nami. Przezimowała w koziarni, bo kury jednak nie przyjęły jej do stada. Jest teraz jedną ze stada kóz. I jak widzę, jednoczy się zwłaszcza z białymi kozami.
W tej chwili jest stałą rezydentką Zagrody, pełni rolę naszej maskotki i strażniczki obejścia, zawiadamiającej głośnym krzykiem o każdej zmianie. Jest oswojona i o wiele inteligentniejsza od kury. Uwielbia jabłka. Często więc częstuję ją obierkami jabłecznymi i ogryzkiem. Towarzyszy nam obu przy wszelkich pracach na dworze, siadając jak najbliżej i patrząc ciekawie swoim spostrzegawczym okiem, jednym albo drugim.
Niekiedy odgrywa rolę domowego białego orła. Biorącego rozpęd na drodze od bramy do garażu i bijącego wielkimi wspaniałymi skrzydłami powietrze.
Lubi też podwyższenia, skąd ma lepszy widok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz