Lato w rozkwicie, czy we lwim ogniu kolejnych upałów. Kręcący się wciąż po wodnym znaku Raka Merkury napędza wilgoć, więc lew co najwyżej powarkuje potrząsając burzową grzywą i waląc leniwie ogonem tu i tam, bez żadnej grozy poważniejszych piorunów. Parny ukrop.
W sadzie lecą już z pozostałych jeszcze przy życiu starych jabłoni owoce, pierwsze papierówki. Robię z nich codziennie garnek kompotu, z dodatkiem rabarbaru i kilku listków mięty, z łyżką cukru i cynamonu, przepyszny. Żaden sok czy napój sklepowy nie umywa się do tego wychładzającego letniego napoju! Czasem wrzucam do niego garść porzeczek albo pierwszych śliweczek, bo świdośliwa już się była obyła (najbardziej przy pomocy pewnego grubiutkiego nisko latającego ptaszka, z którym się wręcz ścigałyśmy, aby zdążyć cokolwiek zjeść z pierwszego wiosennego owocu). Będą jeszcze maliny i węgierki, ale to z czasem.
Z ptaszkami jest tak, że aż do następującej rozmowy doszło:
-"Spójrz, prawie wcale nie ma much w oborze i wokół! To wręcz niemożliwe o tej porze roku!"
-"A czemu, jak myślisz?"
-"To zasługa dokarmiania ptaków. Tyle ich się po zimie sprowadziło do nas, i tak pięknie pracują, że mamy spokój z owadami! Poszła fama po całym lesie! Ptasie radio działa. W kurniku zaś kaczuszki biegające pięknie czyszczą otoczenie!"
Oj, tak, wciąż jakieś ptaszę kręci się nisko nad podwórzem, ćwierka, kląska i gwiżdże z pobliskich drzew i mam wrażenie, że to na mój widok, gdy ledwie próg domu przekroczę. Nad głową w koziarni śmigają jaskółki, wiercą się i zaglądają śmiało prześmieszne pliszki i pleszki, w ogródku migają derkacze, kowaliki, sikorki i rudziki, po pastwisku przechadzają się bociany towarzysząc dostojnie kozom.
Zatem zapasy porzeczkowego dżemu zostały uzupełnione. Jak i spory zapas pasteryzowanych czarnych jagód zrobiony, robię go co roku. Mam ten nawyk od mamy, i przekonałam się, że należy słuchać głosu przodków w tej materii. Nie ma lepszego i skuteczniejszego oraz prędzej działającego lekarstwa na biegunkę jak tak przyrządzone jagody. Sprawdzone! A nadają się w tej formie zimą i do jagodzianek, i do pierożków, i do makaronu z serem i jagodami (jedliście kiedykolwiek?) albo zupy jagodowej z makaronem, czy jako słodki dodatek do jogurtu.
Latoś ogórków w ogrodzie jak na lekarstwo, ale ponieważ mam jeszcze zapas z zeszłego roku sałatek, to zadowalamy się małosolnymi, sosem jogurtowym tzaziki, ogórkami po koreańsku lub mizerią na kozim jogurcie. I starczy. Za to szykuje się dobry zbiór pomidorów, pierwsze już się czerwienią. Dokańczam zatem zapasy soków zeszłorocznych, nie do przechwalenia w zupie, sosie czy po prostu jako napój.
Poza tym Anna pozostaje w letnich rozjazdach na różne zajęcia, jarmarki, festiwale, kursy, warsztaty, które prowadzi lub im się poddaje, ja zaś obczajam sprawy domowe, przetwórcze i dokarmiam zwierzynę domową. Bieguski już są prawie dorosłe, część znalazła nowych właścicieli. I tak schodzi nam lato.










































