11 maja 2022

Ptasie pogaduszki

Pogodnie, sucho, choć poranki i wieczory jeszcze rześkie. Kilka dni temu stado wybiegło z radością na pastwisko. Było tak szczęśliwe, że długą chwilę stałam i gapiłam się z górki na nie, jak poczuły "wiatr we włosach". Uświadomiłam sobie, że jestem z nimi całością. Bezwzględnie. I jeszcze z drzewami, i ptakami świergoczącymi i furkoczącymi nad głową, z gałęzi zewsząd. Często odgwizduję im i mam wrażenie, że rozmawiamy, bo ptaki kontynuują rozmowę. Choć pewnie podkpiwają sobie ze mnie, bo moja ptasia mowa bardzo jest niezręczna.
Udało się nam wcześniej rozwieźć z dawna przygotowane nowe dębowe słupy w miejsca nadwyrężone przez czas i różne zwierzęce ataki, wykopać dziury, wstawić je, po czym Andriusza pomógł je wpisać w ogrodzenie. Trawa jeszcze niewielka, ale zieleni się, a przestrzeń jest na tyle duża dla nielicznego stadka, że nie ma problemu, że ją wyżrą wcześniej, nim urośnie. Bywają z rzadka lekkie opady nocą, ponadto pojawia się poranna rosa, dzięki bliskości lasu i jakoś rośnie, choć wolno. Niemniej widmo suszy istnieje.

Komarów właściwie nie ma. Ani nawet meszek. Muchy pokazują się pojedynczo. Za to jest sporo bzyków, pszczół sąsiada, dzikich pszczół, osek i trzmieli. Sporadycznie motyle. Kwitnące teraz krzewy i drzewa, czeremcha, klon, śliwa, dzikie grusze, świdośliwa, porzeczki przyciągają ich mnóstwo i od rana aż huczy w ich pobliżu. Przepiękny dźwięk i wibracja pobudzająca do życia i aktywności.

W dużym tunelu rozłożyłyśmy system nawadniający. Podupadłą konstrukcję małego tunelu, zawalonego przez śnieg, pomógł podnieść Andrij i znów coś tam będzie posiane. A może już jest? Anna pilnie ogrodniczy każdego dnia od rana i nie nadążam z jej osiągnięciami. W każdym razie obsiałyśmy już poletko dyniowe i trwają rzodkiewkowe żniwa. Wielka skrzynia codziennie. Korzonki idą do zjedzenia dla nas i kóz (dynie zeszłoroczne już praktycznie się kończą i rzodkiewka jest następnym ich pokarmem), liście zjada drób, kaczka, gęsi, indyki oraz kozy również. Ponadto jako wymiana sąsiedzka i zapłata za pomoc pomagierowi też się przydają.

Do tego codziennie trzeba wiaderko mleka przerobić. Zajęć zatem nie brakuje.

5 maja 2022

Stadny odpoczynek

Prace ogrodowe posuwają się stopniowo do przodu, głównie dzięki determinacji Anny. Ona to naprawdę lubi! Co możecie zobaczyć. Glebogryzarka z boku i efekt jej pracy. Podłoże pod zasiew. Który potem będzie zabezpieczony ściółką przed zarastaniem.

Po pracy odpoczynek, stadny. Trawa jeszcze maleńka, poza tym pogoda szczędzi wody, noce i poranki wciąż są chłodne, więc kozy muszą zadowalać się ogryzaniem krzaczków i gałązek brzozowych głównie. Dzieciaki niedawno po raz pierwszy wyszły na pastwę. Ale było płaczu, nawoływań, strachu i podniecenia!

Wiem, u was już wiosna w pełni. Ale u nas ledwie dwa dni temu zauważyłam rozkwitły w sadzie żółty mniszek, poczułam wieczorem zapach kwiatów czeremchy, zakwitł też stary klon, brzozy puściły listeczki, a u sąsiadów śliwa się bieli. Wiosnę czuć raczej dzięki bzykom, pszczołom i bąkom, które kręcą się za jakimkolwiek pożytkiem, ptakom budzącym o świcie, jaskółkom furkoczącym nad głową i żurawiom lub bocianom lecącym wysoko lub kołującym nad łąkami.

30 kwietnia 2022

Szybkie obiadki

To było wczoraj. Dzieło Anine przed włożeniem do pieca:


I po wyjęciu: 


Moje nie zdążyło doczekać się zdjęcia w całości. 


Oprócz placka sos paprykowy, cebula, ząbek czosnku, szpinak, kilka plasterków boczku i tarty ser żółty na wierzch. 

Dzisiaj dla odmiany tortille z mąki kukurydzianej z mlekiem i jajem gęsim wymieszanej z farszem z duszonego szpinaku i odrobiny twarożku. Zagryzane chrupiącymi korniszonami. Prawie wsio z gospodarstwa (prócz mąki, niektórych przypraw, oleju itp.). Coś trzeba robić z zieleniną. Bo rzodkiewki gonią.

25 kwietnia 2022

Elektryczne zabawki

Właściwie spokój trwa na tej naszej wioseczce przedwiosenny. Noce nieco cieplejsze spowodowały, że na naszym piachu zazieleniło się trochę mikrej trawki, zakwitła forsycja w ogródku i drzewa nieśmiało poszły w pąki. Po zdjęciach znajomych widzę, że zawilce kwitną, musiałabym w tym celu nieco dalej w las się udać, aby je spotkać, a na to rzadko daję się namówić. Mam nadzieję, że po prawosławnej Wielkanocy wiosna ruszy, bo ona na Podlasiu słucha się starego stylu, a nie zachodniej gregoriańskiej nowinki.
Na razie sadzonki papryki i pomidorów wciąż są w skrzynkach, które na dzień pracowicie wynosimy do cieplicy, aby wieczorem przynieść je do ciepłego domu.
Ale przyleciały jaskółki i już z wielkim szczebiotem obleciały włości w oborze, tylko patrzeć jak gniazda naprawią i zasiądą na jajach.
Siedzą na jajach także już dwie jenduszki. Reszta się niesie.

Dosadziłyśmy trochę krzewów dzikiego bzu i aronii w ogródku permakulturowym, w którym ogrodzenie nieco osłabło i prosi się o naprawę, inaczej zwierzyna leśna będzie miała wyżerkę. Truskawki mają się dobrze czyli przyjęły się. Z tunelu Anna przynosi już szpinak, szczypior i pierwsze, niewielkie jeszcze rzodkiewki.

Sprawiłyśmy sobie też rozrywkę, z racji inwestowania tracących wartość papierków w przydatne sprzęty. Po pierwsze jogurtownicę, która sprawdza się rewelacyjnie i muszę przyznać, że jogurt z niej wychodzi lepszy niż z wolnowara, którym do tej pory się posługiwałam. Lepiej kontroluje i trzyma temperaturę.  Co 3 dni (bo tyle nam zajmuje zjedzenie 7 pojemniczków) nastawiamy więc litr świeżego koziego, zaprawiony łyżką activii (sprawdza się też jogurt grecki) i zjadamy z musli, płatkami i dodatkiem owocowego dżemu domowego. W ramach dbania o florę jelitową i odporność tym samym.

Po drugie zaszalałyśmy i kolejny zakup to elektryczny piecyk do pizzy z kamiennym podłożem. Oj, zaraz ruszyły eksperymenty kulinarne! I tak ostatki zeszłorocznych żółtych serów zalegające jeszcze w piwniczce znalazły użytek. Starte na tarce sprawdzają się świetnie. Wespół ze świeżymi miękkimi, robiącymi za mozzarellę. Anna pieści się ze swoim ciastem, specjalna mąka do pizzy, dojrzewające nawet kilka dni ciasto, które w piecyku rośnie i puchnie jak bułka, czego osobiście nie lubię. Choć ostatecznie sprawdziła i doszła do wniosku, że zwykła mąka z Biedry smakuje tak samo. Ja robię dla siebie z bezglutenowej mieszanki kukurydzianej, ryżowej i ziemniaczanej, wychodzi tak jak lubię, płaskie, cienkie i ładnie zarumienione na dnie. Dodatki wszystkie z gospodarstwa. Sos paprykowy wypada rewelacyjnie, do tego duuużo cebulki, szpinaku, szczypioru, jakieś jajo na twardo i sera do woli. Obiad trzymający sytość do śniadania następnego dnia. 

15 kwietnia 2022

Początki sezonu

Wiosna za pasem, więc prace trzeba było podjąć jak najbardziej konieczne. Tunel już obsiany, obornik wydobyty z koziarni i kurnika i ogródki nawiezione, zatem Anna przystąpiła do budowy i obsady nowych grządek wzdłuż tunelu.

Udało się dwie takie obsadzić truskawkami. O, i właśnie niebo deszczyk dzisiaj przysłało, aby roślinki pobłogosławić! 

Poza tym pierwsze nowalijki już były. I czekają kolejne. Szpinak duszony z czosnkiem na patelni, z odrobiną twarożku koziego. Zasiew zeszłoroczny przezimował bez problemu. Szczypiorku ino patrzeć, jakby powiedzieli moi.

Bez zdjęć pozostają posadzone niedawno krzaczki aronii i drzewka wiśniowe.

Ja tymczasem wdrażam już powoli warzenie serów. Jeszcze niewiele, bo i mleka nie ma zbyt dużo, jakieś 3-4 litry dziennie, ale coś trzeba z nim robić. Zakupiona własnie jogurtownica sprawdza się bardzo dobrze, do codziennego menu śniadaniowego doszedł gęsty naturalny kozi jogurt.

Niosą się już także indyczki. Kryte i strzeżone przez tego dzielnego kolesia.

6 kwietnia 2022

Chleb domowy

Raz na tydzień pieczony domowy...



Składniki
:

Pół kilograma mąki pszennej
25 deko żytniej
Pół litra wody
3 łyżki oleju
Garść jakichś ziaren, słonecznika, siemię itp.
Zakwas zostawiony z poprzedniego ciasta, trochę drożdży, sól

Ciasto razem z ziarnem zaczynione po południu na dzień przed pieczeniem, pozostawione w chłodzie na noc. W dzień przeniesione do ciepłej kuchni, aby urosło.

Pieczone w naczyniu żaroodpornym, zakrytym, otwartym pod sam koniec, aby przyrumienić skórkę.

Puste naczynie rozgrzać najpierw razem z piekarnikiem do 200 stopni, i wrzucić do niego ciasto jednym zręcznym ruchem. Piec około godziny, ale zerkać jak się ma, bo czas może być nieco różny w każdą stronę.

Tak wygląda w środku po ukrojeniu:


Cena samych produktów około 4 1/2 złotych na obecne stawki. Kosztów pieczenia nie liczę, bo każdy ma inaczej. U nas można wręcz nie liczyć. A wielkość przynajmniej dwukrotnie większa, niż chleba sklepowego.

3 kwietnia 2022

Drzewo życia

Zacznę od opowieści dziwnej treści. Jakieś 25 lat temu, gdy stałam dopiero na progu wielkich zmian w swoim życiu i to całkiem nieoczekiwanych (acz obliczonych zawczasu w horoskopie kiedy przypadną), rozrywałam się latem robiąc sobie wycieczki rowerowe po okolicznych wioskach. Nie muszę dodawać, że nie było to na Podlasiu, ale gdzieś w odległej galaktyce. Okolice były (i są nadal) dobrze zalesione, więc zazwyczaj moim celem był jakiś las i ulubione miejsce w nim (jeziorko, staw, szczególne drzewo). Pewnego razu wybrałam się w swoje ulubione miejsca z przyjaciółmi z wielkiego miasta. Trafiliśmy do wioski dalekiej od szosy, niewielkiej, śródleśnej, zabudowanej klasycznie drewnianymi chatami. Jedna z tych chat była niezamieszkana i moi znajomi popadli w rozmarzenie. Pustostan pozwolił im zajrzeć w zakamarki, których nie znali.
Poza tym w obejściu, na samym jego środku rosło ogromne stare drzewo. Gigantyczny dąb. Drzewo życia. Był tak wysoki, że zadarłszy głowę nie widziało się jego czubka. W trójkę ledwie objęliśmy go rękami. Przyjaciel z zamiłowania fotograf usiłował daremnie zdjąć giganta.
Tej nocy miałam szczególne sny. Dotyczyły owego drzewa. Wyśniło mi się życie tamtejszych mieszkańców i zrozumiałam, że ich dusze nadal trwają, uwięzione w owym drzewie! Zmarli mieszkańcy chaty nie odchodzili do nieba, a żyli w nim dalej w jakimś swoim codziennym udręczeniu. Postanowiłam ich uwolnić, nie miałam wyjścia, bo spać nie dawali, więc porobiłam jakieś swoje modlitwy i prośby. I nagle poczułam chłodny powiew i wreszcie mogłam spokojnie zasnąć do rana.

Minął tydzień i moi przyjaciele z wielkiego miasta znowu się zjawili. Kolega fotograf był tak zafascynowany, że znowu zażyczył sobie wizyty w owej wiosce i ujrzenia dębu. Miał ze sobą lepszy aparat. Jakież było nasze zaskoczenie, gdy na miejscu zastaliśmy owo wspaniałe drzewo leżące bezsilnie jak długie na ziemi! Upadło tak, że nie zrujnowało niczego w obejściu, żadnego budynku ani nawet studni. Okazało się, że w środku było prawie puste.

Zapytaliśmy na wiosce co się stało. Jakiś staruszek z sąsiedztwa opowiedział, że w tygodniu zdarzyła się niewielka ale nagła burza, zagrzmiało, lunęło i pojawił się jakby znikąd silny wiatr, ale zakręcił się tylko tutaj, w owym obejściu. I drzewo cicho upadło...

Dlaczego o tym teraz piszę? Ano nasz stary klon, drzewo życia zasadzone przez poprzednich właścicieli długo przed wojną, sypie się. Zaczął w styczniu, gdy wielki nadłamany konar pękał kilka tygodni nad drogą na zapleczu, aż wreszcie runął na ziemię. Konar został pocięty i zagospodarowany, ale okazało się, że to nie koniec.

Na Prima Aprilis przyroda postanowiła zrobić dowcip i nagle po suchej zimie sypnęła obficie śniegiem. Białe płaty padały całe popołudnie. Było na tyle ciepło, że śnieg był mokry i ciężki. W nocy zbudził mnie szczególny huk czegoś ciężkiego przesuwającego się jak gdyby po dachu. Jeśli był to śnieg, to musiało go być dużo. Nad ranem pojawił się drugi raz podobny dźwięk. Obudzona domowniczka poszła zobaczyć. Okazało się, że pod śniegiem złamała się stara śliwa węgierka rosnąca przed tarasem, dająca nam najsłodsze śliwki, jakie w ogóle jadłam. 

Od nocy trwał brak prądu i wody, ale wodę na szczęście szybko naprawili. Do rana napadało mnóstwo śniegu, ciężkiego, wilgotnego. Brnęłam w nim po kolana, wsypywał się do kaloszy. Obrządek był wyczynem.


Potem Anna poszła odśnieżać długi tunel. Poradziłam jej wziąć szczotkę na kiju, którą unosiła folię od środka i śnieg łatwo opadł. Cieplica również ocalała. Za to mały tunel w obejściu przy drodze, z którego nie ściągnęłyśmy folii na jesień załamał się pod ciężarem śniegu, który zsunął się z dachu komórki.

I poza tym kolejny duży konar klonu upadł, ocierając się w nocy o ścianę północną domu, na szczęście nie uszkodził ani przewodu elektrycznego ani wozu, który pod nim stoi. Wielka gałąź wpasowała się idealnie w drogę tylną między domem a ziemianką.


I taki jest los wszystkich istot żywych.

Prąd włączyli po 14-tej drugiej doby. Piękny słoneczny dzień, noc była mroźna i śnieg stwardniał, w ciągu dnia zmiękł i osunął się ze wszystkich dachów z hukiem, tworząc wysokie kopce u stóp budynków. Drób wreszcie wypuszczony z kurnika, poradził sobie, przemieszczając się dróżkami przez nas wydeptanymi.

27 marca 2022

Wiosna, gdzie ty?

Pogoda ciągle niezdecydowana. Nieustanne przymrozki nocne powodują, że słoneczne i ciepłe dnie nie wystarczają, aby przyroda ruszyła z wiosną. Co prawda przeszłam z tego powodu w dzień na palenie pod płytą opałem zgromadzonym dzięki kozom - pracowitym zgryzaczkom gałęzi leśnych. A świat wokół pełen jest ptasich treli. 

Anna nie mogąc się doczekać ciepła wzięła i posiała już grządki tunelowe, głównie rzodkiewką, koprem i szpinakiem. Trzeba było rozciągnąć szlauchy do podlewania. A zasiewy nakryć włókniną dla ochrony przed nocnym zimnem.

Pomidory i papryka kiełkują w domu, czekając na swój czas.

Poza tym odbywa się wydobycie obornika z koziarni. Andriusza obiecuje, nie przychodzi, więc na razie praca samodzielna i powolna przez to. Wydobyte "złoto" idzie do ogrodu na kolejne wały, zbudowane wzdłuż tunelu. Marzą się truskawki, więcej ich. No, i klasycznie dynia. Zeszłoroczne zbiory wciąż jeszcze używamy, karmiąc nimi kozy, drób i siebie.

Gdy to się skończy czeka odsadzenie dzieciaków na noc do osobnego boksu. Rosną ładnie. Dzięki temu będzie można doić rano mleko i zacząć robić twarogi i jogurt. Jestem już ich bardzo spragniona.

Oto nasze pociechy tegoroczne. Gdyby ktoś chciał kupić, prosimy o kontakt. Cena przystępna. Utrudnienia kontrolne w okolicy wyraźnie się zmniejszyły, poza tym nie mieszkamy na "wąskim pasie przygranicznym" ale kapkę obok. Można się umówić przez e-mail. 

Koziołki i kózki karmione mlekiem matek są najlepszym materiałem reprodukcyjnym, nie chorują i duże rosną, przekazując w genach swoje najlepsze cechy potomstwu. Wiem coś o tym, bo bywało, że zakupione rasowe sztuki z instytutu czy od farmera odstawiającego koźlęta tuż po urodzeniu, mocno nas rozczarowywały w hodowli. Jest naprawdę duża różnica w jakości.


 Oto słodkie zabawy w ciągu dnia.

Przykłady koziołeczków.


Mają już 2 miesiące.

18 marca 2022

Przedwiosenne ceny

Mimo wiosny za pasem noce wciąż są z przymrozkami, palenie w piecach zatem nie ustaje. Choć dnie są przeważnie słoneczne, co pozwala z racji fotowoltaiki używać więcej elektrycznego sprzętu, np. upiec chleb w piekarniku a nie w kaflówce, wypalić trochę ceramiki czy gotować na kuchence elektrycznej, a nie na gazie. Którego ceny mocno wzrosły. Ponoć już butla stówkę kosztuje, czyli 2 razy więcej niż w zeszłym roku.

Palenie w piecokuchni zimą (to rodzaj niedużego pieca c.o. z fajerkami) jest na tyle wygodne i oszczędne, że oprócz ogrzanego mieszkania i ciepłej wody w bojlerze można spokojnie ugotować obiad, wodę w czajniku czy karmę dla zwierząt. W gospodarstwie karmienie drobiu odbywa się codziennie niezależnie od sezonu, zatem zagotowanie takiego dużego garnka ziemniaków i ziarna to duży wydatek energii. Gdyby był to gaz, pewnie jedna butla starczyłaby zaledwie na miesiąc. Tymczasem wciąż jeszcze używam w nagłym wypadku gazu z butli kupionej na jesieni zeszłego roku! Tak, rocznie zużywamy najwyżej półtorej butli, zatem podwyżka ceny nie jest czymś dotkliwym w naszym przypadku. W cieplejszym sezonie, gdy tylko noce zaczynają być na plusie, przechodzę z c.o. na palenie w kuchni żelaznej. Stosy i stosiki okorowanych przez kozy, już porąbanych i w dużej mierze suchych gałęzi, które do tego najlepiej się nadają, zalegają w wielu kątach obejścia, czekając na puszczenie dymka przez komin w ciągu lata i jesieni. Anna przywozi je dość często z działki leśnej, aby stado miało co robić na dworze w pogodne dnie zimowe. Bydełko ogryza je pracowicie i z apetytem, a potem ja mam czym palić pod płytą.

Inna rzecz, podwyżka cen ziarna. Właśnie trzeba było dokupić pszenżyta dla kur. Cena, tak jak gazu, podwoiła się od zeszłego roku. Z tego powodu trzymanie dużej ilości niosek przestaje być opłacalne, koszty wzrosły, więc i cena jaj wiejskich również, klienci się kruszą. Kilogram jaj kosztuje teraz 16 złotych, co wychodzi mniej więcej złotówka za jajko. Tymczasem kury niosą się wiosną znakomicie i jaja wylewają się zewsząd w całym domu. Ostatnio oddałyśmy je w dużej ilości uchodźczym rodzinom ukraińskim, stacjonującym w gminie. "Domasznyje?" - kobiety się ucieszyły. I my też, że przynajmniej komuś się przydały. Płacimy też jajami pomagierowi za drobniejsze prace i fatygę.
W planie zatem zmniejszenie stada. Pięć niosek i kogut to wystarczająca ilość, zwłaszcza że mam uczulenie na kurze białko i zjada je tylko Anna. Mnie dokarmiają gęsi, kaczki i indyczki, jeśli już. Bo rzadko potrzebuję. Tak mi w nawyk weszło niejedzenie mącznych potraw, że i jaj nie ma do czego wbić.

Chłody nie pozwalają jeszcze zająć się na poważnie ogródkiem, do tego czeka nadal czyszczenie koziarni i wywózka obornika. Na razie papryka kiełkuje w doniczkach na parapecie kuchennym i w pokojach, a Anna wyciągnęła glebogryzarkę, którą uzdatniła grządki w cieplicy i zaraz je obsiała nowalijkami. Wczoraj zdołała przechwycić Andriuszę wracającego z pracy w lesie i udało nam się szybko i sprawnie zaciągnąć w trójkę folię na dużym tunelu. Kolejny ruch wykonany. I tak codziennie coś.

9 marca 2022

Wyłączone i już

Ledwie otworzyłam oczy rano przykuł moją uwagę znajomy dźwięk.
- Idź szybko, nałap wody! - wołam jeszcze z pieleszy - To znaczy, że wody zaraz nie będzie!
Anna ruszyła się leniwie sprzed komputera i poszła po wiadro i pod kran.
- Nie ma już! - słyszę z łazienki.
- Noż, kurna! Znowu nie uważałyśmy - burczę i wygrzebuję się z pościeli na świat boży. Jeszcze boży.
Najpierw sprawdzam zasoby. Prawie żadnych. Pełny kuchenny czajnik wczoraj ugotowanej wody to raptem 2 litry, niecały litr przegotowanej z wczoraj, czajnik elektryczny pusty, w wiadrze dla zwierząt resztka na dnie. Może starczy dla kur, ale nie dla kóz, nawet dla jednej!
Anna w tym czasie sprawdziła ogłoszenia. No, i masz, nie podali na lokalnej grupie fejsbukowej, skąd zazwyczaj czerpiemy aktualności, a na stronie gminnej, że dziś będzie wyłączenie od 9 do 15.
- Nie ma jeszcze 9 i już wyłączyli - smętna konstatacja.
- To nasza wina - mówię - Ostatnio wyłączali już trzy razy w niedługich odstępach. Musimy nie tylko przywyknąć, ale i przygotować się na braki wody. A my ciągle jak te lale z Warszawy!
- Co robimy? Akurat śnieg spadł, nabiorę trochę.
- To za mało.
- Może kury się napiją, ale koza na pewno nie. Poza tym już to przerabiałam na Dąbrowie, pełen kocioł śniegu dawał garstkę wody.
- Ścisły reżim wody do picia. Nie gotuję dzisiaj zupy, ale frytki upiekę do wczorajszego mięsa. Do ubikacji woda z prania. Drób sobie poradzi, bo zjada śnieg. Kozom damy zwiększoną dawkę krojonej dyni, na szczęście te zwierzaki potrafią zaspokajać pragnienie warzywami, jak wielbłądy. I doczekają jakoś do włączenia.
- Jest wanna z deszczówką pod rynną, przebiję lód i coś będzie w razie potrzeby do polania albo mycia.
- Dobrze, na razie działamy z tym co jest. Ale na przyszłość trzeba wdrożyć nowe procedury, nie liczyć na infrastrukturę. Kłania się pompa do studni moja-twoja, jakiś filtr do jej uzdatniania, dodatkowe zbiorniki na deszczówkę, zapasy wody do picia w pojemnikach, będziemy je napełniać znowu po użyciu, ale musi być zawsze na podorędziu. I pamiętaj, trzeba nalewać wiadra i garnki wody wieczorem codziennie, aby nie było takich niespodzianek rano.

24 lutego 2022

Żelazne ptaki

Wczoraj ogromne stada ptaków, z odgłosów sądząc żurawli, sunęły przed zmierzchem z Polski na wschód. Stałam jak ten chłop z obrazu Chełmońskiego na dworze i słuchałam okrzyków, czując ten wiew, tę uroczystą chwilę doroczną, tę podniosłość, jaką pewnie odczuwają wtedy i ptaki i cała przyroda. To jest zawsze wielkie święto.

Dzisiaj fruwają warkoczące metalowe "owady" wzdłuż granicznej linii północ-południe. Wydając odgłos o ile bardziej niemiły!

Chociaż niby nic się nie dzieje, to każdy ma obecnie swoją podziemną eskalację plutoniczną, i ja też mam. Międzyludzką, śnioną w koszmarach, nie międzynarodową. Telewizji nie oglądam, co najwyżej radia przez chwilę posłucham, prawicowego i lewicowego na zmianę, żeby pogląd sobie wyrobić, albo i nie wyrobić z zamotania. Najwięcej to komentarze znajomych na fejsie mnie informują, z każdej strony patrząc. W onetowych relacjach leci już ściek propagandowy, a nie dziennikarskie opisy, w miarę chociaż obiektywne. 

Jednak jest i dobry wpływ spotkania Wenus z Marsem w Koziorożcu na niebie, które rozłączyć dziwnie długo się nie chcą. Tłusty czwartek.

Pal licho, woreczek! Raz do roku ryzyko można podjąć i zjeść coś smażonego. Ot, toteż pączusie z serem twarogowym (jeszcze zeszłorocznym, z zamrażarki) uwarzyłam. Na mące ryżowej i jaju gęsim (gluten i jaja kurze niestety już mój organizm odrzuca). Do tego kieliszeczek słabej naleweczki miętowej.

Raz się żyje! :)

15 lutego 2022

Słońce

Przyszły słoneczne dni, spadło trochę śniegu, co sprawia, że światła w dzień wydaje się jakby więcej. W nocy zresztą też z racji księżyca w pełni i czystego wyżowego nieba. Mimo kilku stopni poniżej zera zaktywizowało to zwierzęta. Kozy w południe wychodzą z dzieciarnią na gumno, gdzie obgryzają w swoim dorosłym gronie gałęzie sosnowe przywiezione z lasu. A młodzież rozkręca się.