7 marca 2026

Wielka zmiana

I mamy wiosnę. W zgodzie z przepowiedniami naszego narodowego wieszcza, tudzież astrologów i meteorologów zima postraszyła i odeszła ostatecznie "za morze" nader wcześnie. Stało się to bardzo szybko, w ciągu kilku dni, gdy śnieg skruszał, lody rozpuściły się i zostały wchłonięte przez glebę. Jeszcze na cienistych ścieżkach leśnych i w cieniu dachów od północy zalegają resztki hałd na obrzeżach, te na podwórzu zjadają kaczki i psy, które uwielbiają lody. Słońce pokazuje się codziennie i zleciały już nowe ptaszki. Wciąż dokarmiam je niezmiennie, bo zostały zapasy w pudle i chcę je skarmić, nie zmarnować. Przylatują w mniejszych stadkach, ale wciąż zaglądają, w tym są też nowe gromadki innych - bardziej rozśpiewanych gatunków niż sikorki. Spacer i pobyt na powietrzu jest niezwykle przyjemny. Obserwuję ruch obudzonych już mrówek, naprawiających mrowiska przy drodze, nieco naruszone kopytami jakiegoś biegnącego zwierza w typie sporego jelenia, albo młodego łosia. Pojawiły się też już pierwsze pszczoły.

Wczoraj o świcie przebudziłam się i w półśnie długo słyszałam dziwny dźwięk, który skojarzył mi się z grającą kapelą celtyckich czy szkockich dudziarzy. Co jest grane? - zdumiewałam się, wymyśliwszy sobie, że słyszę muzykę ze ścierających się na morzu okrętów wojennych. Odkryłam prawdę dopiero w dzień, gdy zza lasu rozległ się głośny krzyk żurawia. Ach, to wy! Przyleciały niedawno, i już odprawiają swoje wiosenne rytuały, zaraz będą jajka i młode... Mój kaczor też już się starał, choć kaczuszka jeszcze się nosi z jajem. Czekam pilnie, bo już mi się zapas zeszłorocznych jaj skończył. 

Mam ataki dobrego humoru tak zabawne, że Anna fuka i nieomal tupie ze zniecierpliwienia. Zamiast się śmiać! Też kiedyś taka byłam zbyt poważna, ale zmieniam się. Zmienia mi się. Kiedy wychodzę na taras, żeby przywitać ptaszki, wołam na nie: "Cip cip tłuścioszki! A gdzie dzień dobry? Gdzie furkotanie? Tiu tiu tiu! Gwiżdżę na was, nie słychać?!" Odpowiadają mi z "płota" i gałęzi pobliskich drzew serdecznym zaśpiewem.

Anna w ciągu zimy przeszła i nadal jeszcze przechodzi fazę wzmożonego zainteresowania robótkami na drutach i przędzalnictwem. "Przędzie sobie, przędzie jak anioł dzieweczka...", oglądając przy tym instruktażowe filmiki na YT. Kręcą je kobiety młode i starsze, i mogą gadać o swych pracach i doświadczeniach godzinami, to cały świat! Przypomina mi to dzieciństwo, gdy mama po ciężkiej pracy na trzy zmiany znajdowała jeszcze czas na robótki i krawiectwo, którymi dorabiała sobie do pensji. I w domu usypiał mnie i budził stukot maszyny do szycia, maszyny dziewiarskiej albo kołowrotka.
Teraz Anna wyciągnęła z szafy maszynkę przędzalniczą produkcji białoruskiej, którą dostała lata temu od byłej właścicielki siedliska i stukot usypia mnie znowu. W każdym razie nauczyła się na niej, po kilku dniach wściekłych prób i oglądania filmików wyciągać nitkę ze zgręplowanej wełny, i nawinęła już wiele kłębków z tego, co czekało latami w workach na poddaszu. Na chińskich  drutach zaś udziergała dwie czapki, kilka par ciepłych skarpet, szalik, i mitenki dla mnie. Które przydały się i przydają, bo wciąż duże różnice temperatur między dniem i nocą dokuczają mi reumatycznymi bólami w lewym przedramieniu.

Poza tym czytam wielotomową hinduską "Mahabharatę", postanowiłam sobie przeczytać całość uważnie w ramach pielgrzymki do miejsca świętego, którą choć raz w życiu każdy człowiek powinien odbyć na tym padole łez. Podróżuję więc w głowie i wyobraźni (cieleśnie pielgrzymując co roku na Grabarkę). Tematem tego wspaniałego eposu jest potężna bitwa na polu Kurukszetra. Sama w sobie cudowna,  przy użyciu strzał spotykających się i neutralizujących w powietrzu niczym współczesne rakiety, dysków czekających za chmurami na gest wojownika, podkręcanych maczug zabijających słonie, które specjalnie tresowano do boju i pojono winem przed walką, aby nabrały animuszu, czy dzid obcinających głowy kilku walczącym naraz. Oraz tajemnych broni promieniotwórczych, wprowadzających w przerażenie całe armie i ludność okoliczną i zamierającą ze strachu przyrodę.

A teraz, śledząc w doniesieniach i komentarzach z radia, FB i YT wojenną akcję na Bliskim Wschodzie dotarłam do opisu pola bitwy po bitwie, pełnego pokawałkowanych trupów bohaterów zżeranych przez drapieżne ptaki i zwierzęta, odwiedzanego przez zrozpaczone wdowy i matki, piękne i wymuskane luksusowym życiem panie. Obraz pełen żalu, płaczu, żałoby, omdleń, bezradnych okrzyków nad biologią rozkładających się ciał wspaniałych herosów, mężów, synów, mistrzów walki i doświadczonych wodzów, których losy opowiadała wcześniej ta święta księga, porusza wyobraźnię i jest adekwatny do tego co już się dzieje i dziać będzie w Iranie i wokół niego.
Zaczęło się. Wielka bitwa przed końcem kolejnego okresu czasu, zwanego żelazną erą także u proroka Daniela w Biblii, jeszcze przed nami, ale już niedługo (w skali mniej niż 10 lat) wielu z nas dotknie osobiście. Szykujcie serca i  dusze, bo opadające jak liście ciała na pewno sobie poradzą.

8 komentarzy:

  1. a będzie horoskop na właśnie rozpoczęty nowy rok? czytałam ten zeszłoroczny i dużo się sprawdziło, chciałoby sie dodać - niestety - no ale.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem w opóźnieniu, bo kilka innych prac kończę. Postaram się wpuścić za niedługo na blog. Pozdrawiam, ES

      Usuń
    2. dziękuję, jestem ciekawa!

      Usuń
  2. Jak to powiedział Śridi Sai, jak możesz słyszeć śpiew ptaków jeśli twój umysł jest zaprzątnięty zmartwieniami? Ten rok będzie bardzo szybki jeśli chodzi o zmiany.. ludzie nie są tego świadomi..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli słyszę i śpiewam z nimi co dzień, myślę o nich z miłością i buzia mi się śmieje na widok i wspomnienie, to znaczy, że mój umysł się nie martwi. Nie znaczy to, że nie myśli o smutnych sprawach, owszem myśli. Myśli zawsze muszą się myśleć. Ważne, gdzie je kierujesz. Na swój garb czy do nieba. :) Pozdrawiam, ES

      Usuń
    2. Dla mnie ptaki brzmią dziwnie.. nie wiem czy wszystkie, ale niektóre jakby nie miały melodii, były upośledzone.. zresztą pogoda, klimat.. bardzo się zmieniły na niekorzyść. Ale zmiany nadchodzą.. tak uważam, mam nadzieję, że w końcu się zamknie ten rozdział.. zorza to był dobry znak

      Usuń
    3. Zmiana wpisana jest w czas i ten rozciągnięty w nim świat, więc nie ma na co czekać, tylko widzieć ją tu i teraz, wiecznie. Nic nigdy nie jest takie samo. To cud. Pozdrawiam, ES

      Usuń
    4. Może być zmiana na lepsze, albo na.. i niestety, ale niedobrze się działo. To widać wszędzie. Nasz rząd, ceny, aborcja, dużo smutku, niezadowolenia.. pogoda.. sytuacja w Palestynie, można by wymieniać. Ale cud zawsze jest możliwy, czasami dopisze szczęście. Pamiętam kilka sytuacji, kiedy popadałem w bezdenną desperację i udawało mi się to odwrócić. Pani może nie jest tak wrażliwa, bo dużo przebywania na łonie natury zamyka na świat wewnętrzny. Przyroda ciągnie do siebie, swoją beztroską, relaksuje, sprawia radość, ma swoją muzykę. Może zmiany już zaszły, tylko czekamy aż pojawi się efekt, mam taką nadzieję.. Pozdrawiam

      Usuń