Przed południem Walentyna urodziła bez większego problemu dwójkę koźląt. Czarniawe, maści alpejskiej, oba koziołki jak się okazało.
Oto uwiecznione pierwsze kroki pierwszego bliźniaka.

I pierwsze kroki drugiego, z gwiazdą na czole (cecha kóz z tej linii białasek od kilku pokoleń). Krokom towarzyszył intensywny dziecięcy płacz. "Mamo! Mamo!" - zdawało się, że słyszymy wyraźnie. Okazało się, że ma wielki apetyt i mocno denerwowały go pierwsze trudności z uchwyceniem cyca, zassaniem i zaspokojeniem głodu.

No, to są już wszystkie na świecie. W sumie 11. W tym 6 koziołków. Przewaga męskiej płci w narodzinach tradycyjnie wieszczy... wojnę. Pierwszy to raz nam się taka proporcja zdarzyła. Pożywiom, obaczym.
Moje gratulacje!
OdpowiedzUsuńMy też mieliśmy dzisiaj poród :)
Na cztery kózki - trzy to dziewczynki. Może jednak tej wojny nie będzie?
Pozdrawiam najserdeczniej!!!
U mnie od niedzieli parka, więc chyba stawiam na słowa Jagody.
OdpowiedzUsuńNo to fajnie, że tej wojny nie będzie :)
OdpowiedzUsuńzawsze jak czytam o narodzinach kozlątek, to podziwiam ogrom ich sił zaraz po urodzeniu.
Ale macie całkiem spore przedszkole :)
Pozdrawiam
Chce mi się koziego serka
OdpowiedzUsuńjak jakiemuś koziołkowi
:o)
Jednego powinniście nazwać Tsunami...Co myślisz Ewo o tym co się wydarzyło w Japonii?
OdpowiedzUsuń