Ale i tak zawsze okazuje się, że coś jest nie tak. Tym razem brygada zerwała starą drewnianą podłogę, zrobiła strop nad piwnicą w kuchni, zalała betonem posadzkę, jednak przy kuchni kaflowej w kącie zostawiła glinianą polepę. Która się sypie i łuszczy. I tak szczęśliwie, że to zauważyłyśmy i majster ma to naprawić przy robieniu drugiej wylewki!
Mieszkamy zatem znowu w jednym pokoju z górą niezbędnych przedmiotów i urządzeń. Do przyszłego tygodnia.
Poza tym stało się, że pożyczona kwoczka wysiedziała spośród 7 jaj, które jej pozostały 2 koślawe kurczaczki (nieudane mutacje?). Wkrótce na szczęście zdechły. W tym samym dniu jedna z naszych niosek zasiadła nagle na gnieździe. No, i trzeba w te pędy coś robić! Niewiele myśląc pojechałyśmy do znanego już nam hodowcy zielonóżek z Brańska i kupiłyśmy u niego 7 jednodniowych pręgowanych kurczaczków oraz 16 jaj lęgowych.
Zaraz po powrocie podłożyłyśmy kurczaczki kwoce, zabierając jej zamarłe jaja. Zakopałam je w lesie. Kwoczka przyjęła pisklęta radośnie i troskliwie. Przespały bezpiecznie tę zimną przymrozkową noc pod skrzydłami matuchy.
Rano zaś nasadziłyśmy naszą kwokę w kurniku na jajach zielonóżki. Zobaczymy co z tego będzie za trzy tygodnie. A oto jak mają wyglądać jeszcze później.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz