Zapachniało dziś wszędzie wiosną.
Jak wczoraj odebrałyśmy resztę kursantów z wioski. Pani Marusia "cełuju nocz wariła syr" i spała ledwie dwie godziny. Trzeba podziwiać jej zapał. Minęła już siedemdziesiątkę. Ale pracowitością, uwagą w nauce, pilnością i ambicją nie ustępuje dużo młodszym od siebie.

Przeszedł drugi dzień kursu. Nauczyliśmy się robić ricottę (choć nie wyszła tak dobrze, jak chciałby główny serowar prowadzący, Krzysztof, to jednak wszystkim smakowała) i twaróg nieco innym sposobem, niż gospodynie zazwyczaj robią. Wiedza jak twórczo w praktyce wykorzystać serwatkę po serze jest bardzo cenna. Do tej pory ten bogaty w smaczne i wyjątkowo zdrowe białko serowe płyn szedł dla zwierząt. Skarmiałam nim kury, psy i resztę oddawałam naszej sąsiadce dla świń i indyków. Tymczasem robi się z niej jeszcze żętycę albo ricottę, w Polsce z dawna zwaną cygier (informacja od Eugeniusza). I dopiero tym, co pozostanie skarmia się zwierzęta.

Sery typu gouda, które wczoraj powstały zostały pięknie zaparafinowane.
A gołki podhalańskie, wczesnym ranem wyjęte z solanki, pokrojone i dane do zjedzenia uczestnikom bez wędzenia, na które było za wcześnie. Większości ich słony smak przypominał mocno fetę i podobał się, ale ja wolę wędzone serki i dlatego doprowadzę proces do wędzonego końca, gdy tylko zrobię jakiś ser.

A będzie to całkiem prędko, bo mamy z Anią zaproszenie do pani Marusi na ćwiczebne boje serowe w najbliższych dniach.
Po powrocie wyciągnęłam z piwnicy ostatni zeszłoroczny ser i spojrzałam na niego już fachowym okiem. Zrobiła mu się ciekawa, sucha, lekko pleśniowa skórka o zapachu grzybowym. Okazało się, że daje się ukroić nożem i choć już nieco podeschły, to zachował trochę wilgoci w środku. Najlepszym dowodem właśnie fakt, że nóż łatwo w niego wchodzi. Podobno niektóre dojrzałe sery są tak twarde, że trzeba je rąbać albo rozszczepiać sposobem! Zrobiłam go bez zaszczepienia żadną kulturą bakteryjną oprócz ulepienia w podgrzanej mocniej serwatce, na prosty sposób góralski. Minęło mu właśnie pół roku.
Dostał dziurek ("oczkowania", mówiąc fachowo). Jest łagodny i słodkawy w smaku.
W przyszłości sam zamierzam robić serki. Smakowicie to wygląda :)
OdpowiedzUsuń1.Mogłabyś napisać jakie mleko jest najlepsze (najwydajniejsze) na sery? Chodzi mi o gatunek zwierzęcia.
2.Słyszałem, że niektóre odmiany krów dają tłustsze mleko, czy są też takie odmiany co dają mleko lepsze na ser?
3.Czy do produkcji sera żółtego potrzebna jest podpuszczka i jeśli tak, to skąd ją bierzesz?
Byłbym bardzo wdzięczny za odpowiedzi.
Pozdrawiam
Wojtku, z mlekiem jest różnie. Wbrew pozorom wysokowydajne krowy dają dość słabe mleko na ser. Najlepsze jest od szczęśliwych krów, nieeksploatowanych, pasionych naturalnie i oczywiście z określonych cyklów dojenia. Poczytaj blog Eugeniusza (jest w moich linkach), tam jest też kilka wzmianek o rasach krów. Tam albo w jakimś innym jego blogu, do którego znajdziesz tam ścieżkę.
OdpowiedzUsuńZdarza się, że są to cechy osobnicze zwierząt.
Sery krowie - można ich zrobić więcej z racji ilości udoju, ale są tańsze od np. kozich.
Sery kozie są coraz popularniejsze w Polsce i można znaleźć napalonych klientów, spośród np. wielkomiejskich alergików albo cudzoziemców, albo stołecznych snobów. ;-)
Są prawie 2x droższe od krowich, ale za to musisz mieć więcej kóz, aby zdobyć zyskowną ilość mleka.
Niemniej mam znajomego, który z kilku rasowych kóz robi podobno tyle sera, że zarabia miesięcznie ok. tysiąca złotych.
Można też mieszać mleko krowie z kozim, ale takie fałszywki dla niektórych są gorsze w smaku, poza tym nie nadają się dla alergików mleka krowiego.
A na koniec, żeby robić sery podpuszczkowe trzeba się tego od kogoś nauczyć na przykładzie, z opisu książkowego, z internetu nie dowiesz się wszystkiego, bo pewne rzeczy są "nieopisywalne". Trzeba dotknąć, powąchać, zobaczyć.
Podpuszczkę można kupić poprzez internet, kliknij w Allegro. Albo w hurtowniach mleczarskich.
Pozdrawiam
Ewa
Dzięki za odpowiedź.
OdpowiedzUsuń