7 marca 2010

Przed siewem

Trudno się zaczyna gospodarzenie, gdy niewielkie ma się o tym pojęcie praktyczne. Owszem, moi rodzice byli posiadaczami kilkunastoarowej działki i wiem od dziecka co to hodowla drobiu, baranów i innych zwierzaczków czy uprawa warzywnika albo sadu. Ale wiele się zmienia, gdy powiększa się przestrzeń upraw i wszelkie decyzje zależą od ciebie, od nikogo więcej.
Wysłuchuję rad tutejszych rolników. Znają życie i swoją ziemię. Są może nie na czasie z nowinkami, ale można dużo się od nich dowiedzieć. Np. jak sprawić, aby wybrane drzewo uschło i można je było wyciąć bez zawracania sobie głowy procedurami. Albo którędy przewieźć takie, które wycięło się bez uschnięcia (ale z własnej ziemi, oczywiście). :-)

Burzymy mózgi już od początku lutego na temat co i jak obsiać.
Na przykład warzywnik chcę upermakulturnić, wykorzystując nawóz kozi i kurzy i słomę owsianą z zeszłego roku. Ania stawia folię pod pomidory i sałatę. Ugór na razie zostanie jak jest, dosieję tam jakieś kępy ziół, zresztą i tak jest ich tam naturalnie trochę (mniszek, dziurawiec, wrotycz, jaskier, no, i wrzos, które kozy bardzo lubią). Służy nawet późną jesienią jako wypas. Kozy ze smakiem wciągają nasiona traw i ziół w porze, gdy już tylko one sterczą spod śniegu. Zatem to, co dla rolnika posiadającego krowy jest mało wartościowe (tzw. przerośnięta trawa), dla koziarza nadaje się świetnie. A krzewy i samosiejki niech rosną, jeśli nie zginą w zębach zwierząt, przetnie się je za kilka lat. Czeremchy powinny w końcu zacząć owocować (robią to dopiero po kilku latach). Być może bowiem odważymy się na postawienie tam za rok-dwa pasieki.

1 komentarz:

  1. My zastaliśmy owocujące czeremchy więc ogromnie się cieszę, że nasza ogólna niechęć do usuwania tego co rośnie przydała się do czegoś. Bo nim odkryliśmy, że to czeremchy i że można je jesć to upłynęło z dwa lata naszego tutaj życia :))) A mamy już dwa dorodne drzewa :)

    OdpowiedzUsuń