Najpierw deliberowałyśmy, czy go od razu nie zdekapitować, żeby się nie męczył, ale w końcu postanowiłyśmy dać mu szansę. Może się odpichci na osobności, jak kiedyś pamiętny Tancerzyk.
Dzisiejszego rana, dość niespodziewanie, bo ledwie z 2-dniowym opóźnieniem zjawili się wreszcie, obiecujący się już od wiosny, panowie dwaj do postawienia brakującej części ogrodzenia z tyłu domu i od strony tarasu.
Rozmierzyli, wyznaczyli, osmalili dębowe słupki w ognisku, co jest ponoć najlepszą impregnacją przed ich butwieniem w ziemi, rozmieścili je w odpowiednich miejscach, wykopali dołki i wkopali.

Po południu Ancymon znów zaczął demonstrować nadzwyczajną agresywność wobec kurczaków. Jednemu, który mu się nawinął wyrwał z szyi garść piór.
- No, cóż, przyszła na ciebie kryska - stwierdziłam bez serca.
Korzystając z obecności znających się na rzeczy mężczyzn, Ania schwytała w kurniku Ancymona, a jeden z nich na pieńku skrócił wściekusa o głowę już chwilkę potem...
No, i tak będzie czym robotników nakarmić...
Taki już koguci los...
OdpowiedzUsuńDzięki za pomysł z opalaniem pali. Sprzedam go w zaprzyjaźnionym Gospodarstwie ;)
OdpowiedzUsuńA kogutek naprawdę jakiejś nerwicy dostał, że tak mu się pod grzebykiem poprzestawiało. Chociaż tyle, że na ludzi się nie rzucał. Z takim jednym miałam do czynienia u wujka. I chyba to był jedyny rosół, który zdecydowanie mi smakował :P
Wam też życzę smacznego rosołu :D