Cały styczeń przeleciał bez wpisu. Było zimno i zimowo, las przepiękny, ośnieżony, poważny, codziennie go odwiedzam, spacerując.
Mimo to dopadło mnie przygnębienie. Wraz z krótkotrwałą odwilżą, mokrym śniegiem, które już odchodzą szybkim krokiem poganiane przez kolejną, silniejszą falę mrozów. W sercu i głowie jawi się pustka. Film amerykański polecony przez znajomego, zachwycającego się tym razem muzyką (komputerową - jak sądzę po próbie obejrzenia) znowu okazał się
komputerowym nieludzkim zgniotem. Zdumiewają mnie ludzie idący z zachwytem w ciemno za tym, co wymieli maszyna w przepaściach swej nieludzkiej obojętności i nieludzkiej logiki. Nie ma w tym sztuki, artyzmu, wyobraźni, czucia i serca, jest wielka podróba. W tej pustce trudno o jakąś
radosną myśl, nadzieję, czystość (chyba że za czysty uznać
mechaniczny metal połyskujący zafoliowanym plastikiem).
Gadające
głowy prześcigające się w wymądrzaniach na każdy temat z
komentatorami AI są równie puste. Donoszą już stąd i zowąd, że
AI podsłuchuje przy pomocy cipów w aparatach i urządzeniach w
całym domu, korzystając z wi-fi. Krążą filmiki, gdzie ludzie
gadający z maszyną są już na skraju schizofrenii, albo ogłaszają
AI nowym Bogiem, a siebie jego kapłanami.
Inni donoszą z dumą do
urzędów na właścicieli psów trzymanych klasycznie w budach na
zewnątrz, oskarżając ich o to, że pies czy inne zwierzę nie ma
świeżej wody na zewnątrz stojącej, z której mógłby korzystać
w każdej chwili. I to teraz, w temperaturach poniżej 10 stopni! Są
młodymi "gniewnymi" „ormowcami”, wierzącymi w doskonały system, który
zbawi ludzkość i zamieni nasze życie w raj. Doświadczenia przodków dla nich nie istnieją. Przecież maszyna to nie to, co dawna ludzka biurokracja i tyrania. Dawne sposoby życia, jedzenia, ogrzewania się odejdą w zapomnienie, wyśmiewane i ostatecznie potępione. Nowi tyrani już rosną, mają miłe buzie, płaczą na widok głodnego kota, karmiąc go chemiczną trucizną, nie umieją pisać długopisem ani rysować ołówkiem, nie wiedzą co to pieniądz, zmęczenie, głód, cudza własność.
Będzie ich więcej, wiele razy już ich śniłam. Nowi panowie świata, wychowani bezstresowo, dla których inni, zwykli ludzie będą pełnić rolę nowoczesnych niewolników. Wejdą do przypadkowego domu, rozgoszczą się, najedzą, prześpią, zostaną, albo pójdą, czasem to ty albo ty pierwsza opuścisz własne mieszkanie, bo tylko to cię uwolni od niechcianej gościny. Jakże uprzejmego, inteligentnego, zabawnego "państwa", tworu nowoczesnego nad-człowieczego komunizmu, "nowych ludzi".
Śniłam też koniec tego procesu, marny i żałosny, tego co się dopiero nieśmiało zaczyna, co podnosi metaliczną główkę i migocze kolorowymi obrazkami na ekranie. Rozsypie się na części, odpadną mu kończynki, rączki, nóżki, główka. Zostanie potłuczonym śmieciem, zalegającym kopce, albo rozżarzoną surówką w piecu wulkanicznym. Wszystko, co powiedziane na początku, zapisane i starannie przeniesione przez czas w starannie przepisywanych księgach, spełni się. "Nie może glina połączyć się z żelazem"... to już prorok Daniel zapisał.
Jedząc poranną
jaglankę z żurawiną i masłem przyglądam się przez okno z
miłością sikorkom, kowalikowi, sójkom korzystającym z ptasiej
stołówki na tarasie. „Częstujcie się, kochane dzieci!
Niech was Opatrzność chroni! Uważajcie na siebie... zimno znowu idzie”. Ćwierkają do mnie z daleka, gdy wychodzę na dwór, las skrzypi wieloznacznie, gdy idę, jakby witał się i wymieniał najświeższe wiadomości.
Jak to zrobić, aby ignorować technologię? Nie brać pod uwagę
ludzkiego szaleństwa, które nadchodzi? Pamiętam głos sprzed lat,
który mnie obudził pewnej nocy: „Ufajcie! Pułapka jest mądrze zastawiona...
siedem razy siedem...” Zrozumiałam potem zagadkę tych liczb i znalazłam ją w zapisie Nostradamusa w pewnym almanachu. I obliczyłam. Przed nami jeszcze
przynajmniej 40 lat zwiększającego się „wielkiego ucisku”,
„który gdyby nie został wcześniej zdjęty, nikt by nie przeżył,
i to na całej Ziemi”. W nocy nie mogąc spać, po zakończeniu
lektury „Dziejów” Herodota wzięłam się za „Rozmyślania”
Marka Aureliusza. I natychmiast chłodna czystość starorzymskich cnót, ludzkiej szlachetności i
filozofii owiała mnie chłodnym boskim powiewem, co za ulga!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz