Siedzą już dwie białe kwoki na jajach, każda po 15 ma pod sobą. Starałam się wybrać jaja od zielononóżek.
Brojlery rosną w oczach. Mieszkają jeszcze w pudle, ale szybko chyba przestaną się w nim mieścić.
Kaczęta budują pióra, mają więc mega-apetyt. Mieszkają już od dość dawna w zagródce w koziarni.
Gusia niesie się systematycznie.
Pogoda wreszcie się rozdeszczyła, choć wciąż nie tak jak w Polsce. Żadne kałuże nie stoją. Lało niemnożko w nocy, siąpiło w dzień. Z tego wszystkiego ruszyły ziemniaki na pierwszej grządce, wschodzi cały rządek dość imponująco. Reszta kiełkuje. Bulwy czekały tak długo w ziemi na zasilenie z nieba wilgocią.
Dni deszczowe umniejszają nam zewnętrznej pracy, ale kozy są tym osobiście dotknięte. Ryczą wniebogłosy, domagając się wyjścia na pastwisko wbrew zdrowemu rozsądkowi, siano w żłobach znika w kilka sekund (zresztą to już naprawdę resztki) i w przerwach od deszczu wybiegają z boksów jak rakiety, pędząc do zielonego z zachłannością w oczach.
Od kilku dni Mela, nasza pereszadka, matka dwójki zaczęła wykazywać objawy awitaminozy i niedoboru pierwiastków, zresztą widać po niej wycieńczenie, którego nie może nadrobić, mimo, że dostaje podwójne porcje karmy. Konieczna była konsultacja z weterynarzem. Dostała zestaw witaminowo-mineralny do codziennego podawania i szykuje się kuracja zastrzykowa wspomagająca.
Trochę nas to poddenerwowało. Ale jestem dobrej myśli. Że diagnoza jest prawidłowa i pomoże.
Poza tym zbudowałyśmy nowe zamknięcie (bramkę, tym razem podwójną) do zagrody w sadzie. Działa. Za zawiasy służą uniwersalne sznurki od snopowiązałki, których w gospodarstwie zawsze bez liku się gromadzi.
Ale, mimo, że połatałyśmy kilka miejsc nowymi dodatkowymi żerdziami, koźlęta szybko znalazły kilka czynnych wyjść, przez które są w stanie się przedostać (z dorosłych żadna koza nie wyszła), zatem jest jeszcze trochę pracy przed nami w tym temacie.
Sporym problemem ostatnio, przy zwiększonej wilgotności powietrza i gleby są owady, głównie komary i meszki. Najpierw upał, teraz one przeszkadzają kozom w skupieniu napaść się do syta na pastwisku. Stado biega z tego powodu z miejsca na miejsce niespokojnie, skubnie tam, skubnie tu i ucieka szybko do obory, aby skryć się przed kuzyneczkami (he, krew-m-niaczkami). Nie dojada zatem, mleczność spada i tak to jest, Ot, tak własnie.













