6 listopada 2013

Listopadowe wieczory

W poniedziałek, gdy już szykowałam się z siekierką do wyruszenia z pomocą Annie w lesie, wybawił mnie Kościk. Przyszedł z rana, aby wysłać mu mejla. Został ucapiony i wzięty na całe trzy godziny, nawet nie oponował. Łagodni ci Podlechici, flegmatyczni, oczywiście na trzeźwo... bo inaczej bardzo różnie bywa.
No, więc robota na działce została szczęśliwie ukończona, świerkowe, brzozowe, olchowe i sosnowe czuby pni zostały oczyszczone z gałęzi, wyciągnięte spośród drzew i ułożone w stosy przy drodze. Anna zadzwoniła do leśniczego i zameldowała koniec pracy. Leśniczy we wtorek przybył na miejsce i zmierzył objętość nagromadzonego materiału, po czym zadzwonił, że można się stawić w leśnictwie, aby zapłacić całe 60 złotych za drewno i pobrać asygnatę. Dzisiaj zaś zjechał całkiem sam z siebie pewien człowiek z miasteczka i zaoferował się zwieść nam to drewno z lasu na podwórze.
Zaczęło padać. Przelotnie. Anna wypuszcza kozy na popas w południe, na jakieś dwie godziny, żerują szybko w lesie i na polanach, bo łąki już wszystkie obeszły i znudziły się nimi. Zimno, wilgotno. Trzeba stada pilnować niestety, bo pamiętają cały czas świetnie gdzie rośnie świeże żytko i dają tam dyla przy byle nieuwadze. Oprócz tego idzie już codziennie kostka siana, oprócz stałych dawek owsa i marchwi, które dostają przy dojeniu. Od czasu do czasu Anna podrzuca im iglaste gałęzie przywiezione z lasu do ogryzania.
A ja normalnie jak co dzień, obrządek, karmienie, serowarzenie, sprzątanie, palenie... oprócz tego, że wzięłam się już za solidne tłumaczenie długimi wieczorami, po wieczornym napaleniu w piecu.

5 komentarzy:

  1. U mnie siano, owies, wysłodki, pietruszka i marchewka są już na porządku dziennym. I otręby na ciepło z owsem też co jakiś czas. A kozy coraz głodniejsze, podobnie konie. Oj, ciężka i długa będzie zima, coś czuję! Ogier pierwszy raz w życiu stoi w stajni a już zapuścił grubą sierść co jest absolutnie nienormalne jak na początek listopada.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje kury kończą wypierzanie się normalnie, nawet jakby więcej jajek było... bo czasem aż cztery, czasem trzy. Koty zaczęły się tuczyć dopiero całkiem niedawno (a bywało, że zaczynały na początku września). Jest już chłodno, wilgotno, listopadowo, ale spoko. Moim kozom powoli to bieganie za żarciem zielonym przechodzi, przestawiają się z dnia na dzień na siano i resztę, mleka coraz to mniej, ale myślę, że pociągną jakoś jeszcze z miesiąc. Nie wiem nic na temat zimy. Jakoś na razie jest lepiej, niż w zeszłym roku, to pewne. Mówią to moje kury, i kozy też. ES

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wyspach zapowiadają faktycznie śnieżną zimę a wczoraj już padało na granicy ze Szkocją. Oj za ciepło mi w tym blaszaku nie będzie ;-) Oby do wiosny i ...do Podlasia!

      Usuń
    2. Trzymaj się ciepło, i swoim też przykaż! ;-) ES

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń