22 maja 2013

Wyplatanie ze słomy

Wieczorny oddech, niestety wciąż pozbawiony zbawiennej wilgoci, bo nie padało u nas od dawna, wbrew burzowo-deszczowej pogodzie w Polsce dał nam właśnie czas, aby wkleić kilka zaległych zdjęć. Z ostatniego weekendu, gdy to odbył się w naszym gospodarstwie pokaz ( i przy okazji nauka dla chętnych) plecenia ze słomy. Starej sztuki chłopskiej, która ma jeszcze po wsiach swoich przedstawicieli, ale jako rzemiosło generalnie upadła i ma się ku całkowitemu zanikowi. A szkoda, bo słomiane wyroby są i estetyczne i ekologiczne w pełni. Sami popatrzcie.
Oto nasza instruktorka demonstruje początek pracy. Zaczyna wyplatać dno naczynia, które ukaże się z czasem.


A oto i ono po kilku godzinach, już zbliża się do zakończenia. Obok gotowy już wyrób.


Pokaz został udekorowany wieloma różnymi naczyniami, "korobkami" jak zwie je tutejszy lud, aby zademonstrować plastyczność materiału i pomysłowość wytwórcy.


Na stole leżą pasy wierzbowe (mogą być także leszczynowe), służące do splatania ze sobą wiązek słomy żytniej, tradycyjnie koszonej i potem zmiękczanej (czesanej i czyszczonej). Przed pracą paski moczy się w wodzie, stąd widać na wcześniejszych zdjęciach balię z wodą. Nawleka się je na "igły", specjalnie robione z metalu i nimi operuje jak "igłą z nitką", zszywając ze sobą słomiane warstwy.


Ot, prezentacja.
Mógł przyjść kto chciał i zeszło się kilka kobiet miejscowych, przez 8 godzin pokazu powstały trzy naczynia "korobki" i każda autorka wzięła je jako swoje trofeum do domu.
Zainteresowanym posiadaniem takiej korobki mogę powiedzieć, że chętnie posłużę za skrzynkę kontaktową z rzemieślnikiem, wyrabiającym jeszcze czasem na zamówienie różne przedmioty. Naczynia nadają się do różnych celów. W kuchni dobrze się w nich przechowuje warzywa, które oddychają i nie pleśnieją tak szybko w suchym i zdrowym środowisku, cebulę, marchew, czosnek. Wielkie korobki to oczywiście kosze na pranie, albo coś podobnego, tkaniny w nich na pewno nie będą tęchnąć. Istnieją także tace, podkładki itp. zastosowania.

22 komentarze:

  1. Piękne!
    A kto w okolicy trudni się kładzeniem strzechy, ale ze słomy, nie z trzciny? Ja się całkiem poważnie pytam.
    pzdr
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To treba popytaty, może ktoś jeszcze pamięta tę sztukę, albo towarzyszył za młodu cieślom. Myślę jednak, że samo zdobycie odpowiedniej słomy będzie równie trudne do pozyskania. Musi być odpowiednio długa, koszona ręcznie i co tam jeszcze nie wiem.
      Pozdrawiam ES

      Usuń
    2. Słoma musi być wymłócona cepem albo puszczona przez młockarnię wzdłuż łodyg, bo zazwyczaj idą pierwsze kłosy a za nimi słoma, która zostaje zniszczona i nie nadaje się na strzechę; potem kręcono z nich kiczki powrósłami, takie malutkie snopeczki i układano na więźbie; tyle pamiętam z dzieciństwa, kiedyś, dawno, nawet obserwowałam, jak kładziono taki dach, ale nie powtórzyłabym tego; trzeba szukać starego fachmana; pozdrawiam.

      Usuń
    3. No właśnie, dlatego ja na dach się nastawiam na po zniwach, a nowoczesnych materiałów typu blacha to chciałabym uniknąć jak najbardziej się da.
      Kursy jakieś były parę lat temu w regionie, nawet mam poradnik w pdfi-ie jak strzechę kłaść ale wolałabym sama się nie zabierać ;)

      Przyjadę niedługo, to popytam, może sołtys coś będzie wiedział albo znajoma babka z gminy.

      Usuń
    4. w Ciechanowcu w skansenie robiono jakis czas temu takie kursy, moze tam trzeba spytac o kontakt do mistrzow :-)

      Usuń
  2. Świetne! jak dla mnie, to wyższa szkoła jazdy, bo jak pozyskać takie leszczynowe pasy; i jeszcze coś zauważyłam, kamienny bruk, zgrabnie połączony z drewnianym, i gobelinki, tkane w geometryczne wzory? czy to własny wyrób? pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bruk to własnoręczna robota Anny, od a do z. ;-) Gobelinki zaś to własność rodzinna naszej instruktorki, przyniesiona do ozdobienia. Pewnie robiona przez mamę lub babcię. Takie płachty i makaty mają na Podlasiu w wielu domach, bo najdłużej z całej Polski tutaj przetrwała sztuka domowego tkania. ES

      Usuń
  3. Piękne! Chciałoby się i mieć i umieć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli jest możliwość otrzymania jakiegoś samouczka, jak przygotować wszystkie elementy do wyplotu, to ja radośnie przyjmę z nieskończoną wdzięcznością. Tego typu naczynia od dawna "chodzą" mi po głowie, tylko nie wiedziałam, co trzeba zdobyć, jakimi materiałami się posłużyć, by móc stworzyć takie przydatne rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma samouczka. Są ludzie którzy mogą jeszcze nauczyć. Potrzebne też są do tego pewne żelazne przybory, których wyrób też tylko oni znają, lub są w ich posiadaniu. ES

      Usuń
    2. No to po ptokach...
      Mimo szczerych chęci nie stać mnie, by zapłacić za ich wiedzę :( I nie, nie mam im za złe, że chcą zapłaty, bo za darmo przecież nawet w pysk ciężko dostać ;)
      Trudno... co się odwlecze, to nie uciecze ;)

      Usuń
    3. W naszym GOKu są zajęcia wyplatania za darmo. ES

      Usuń
    4. Daleko! Może nagrywać filmy z tego typu kursów? Przecież szkoda żeby taka umiejętność zginęła.

      Usuń
    5. Może tak, ale trzeba mieć do tego kasę, lub chociaż własny sprzęt. Coś tam nakręcił sąsiad z Polesia. Można zerknąć na link:
      http://www.youtube.com/watch?v=IuYcnW4PpPo

      ES

      Usuń
    6. Krótki film. Niezbyt edukacyjny, ale robi smaka na więcej. Nie zrozumiałam, do czego jest ten tajemniczy metalowy przyrząd - z powodu zakłóceń w ścieżce dzwiękowej. Pozdrawiam z zimnego Mlądza.

      Usuń
    7. Ten tajemniczy przedmiot służy w tajemniczy sposób do wyrobu owych pasów z drewna leszczyny lub wierzby. Nigdy nie widziałam go w działaniu, więc więcej nie objaśnię.
      Pozdrawiam z wilgotnej zagrody, :-) ES

      Usuń
  5. A ja pójdę na skróty: poproszę adres sklepiku internetowego gdzie można takie kupić bądź zamówić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może taki kącik sprzedażny kiedyś powstanie, ale na razie go nie ma. Piszy ku mene na priva, to skontaktuję z rzemieślnikiem osobiście. Inaczej się nie da. Chyba, że ktoś zechce sam prijechaty, bywajut sprzedawane na imprezach letnich, np. podczas festiwalu, czy innych podobnych.
      Pozdrawiam, ES

      Usuń
    2. Oj, nie chce komercją pachnieć.I pomyśleć że kiedyś Cepelie pełne było takowych różności, ale wstyd było w domu mieć, no, ew. na tzw. daczy, a teraz dacze domami się stają. Ale kobiełki pikne. A w mojej wsi ostatni taki co opałki wiklinowe pleść umiał zeszedł był i nie nauczył. Ot, będziemy francuskie kupować, w kasto -furze jakiejś.

      Usuń
  6. piękne wyroby... bardzo je lubię..
    niestety talentu brak !

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja piszę się na ten rok na zakupy, tylko prosiłabym o podanie wcześniejszego terminu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapraszam wszystkich zainteresowanych http://cuda-z-trawy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń