7 maja 2013

Mai

Intensywne majowanie. Maj, Maja, są tacy, którzy twierdzą, że nazwa hinduskiej maji ma to samo źródło znaczeniowe co nasz słowiański maj. To nie iluzja, złuda, jak się przyjęło rozumieć, ale umajenie, ubarwienie, nadanie blasku i koloru, świeżości, piękna, atrakcyjności światu i życiu na krótki okres, stąd można sądzić przy gruncie rzeczy, że chodzi o omam, złudę, wobec gruntowej twardości owej rzeczy.
No, dobrze, że Polacy w maju tacy się robią majowi i mają maj za swój najlepszy czas. Chociaż tyle, nieprawdaż?
Zauważam po intensywnym majówkowaniu w maju tegorocznym, że ten rok wypływa nam na nowe przestrzenie. Przede wszystkim przerabiam minione problemy i zrzucam z siebie je chorobowaniem. Dolegliwości mają się do mych przeszkód minionych bezpośrednio. Upostaciowują je i stawiają i przewracają na koniec, niwelując.
Pojawiają się ludzie, majowi, umajeni, mający maj za swego przewodnika. I maję w głowie. Jak my, interesujący się na razie na spokojnie, majowo, pszczółkowaniem, czyli pszczółkarstwem. Czyli wysiadywaniem w altanie z bzykiem różnych majek i majów przy, za, u, w uszach. Pożytkujących na rozwitłych właśnie w mgnieniu oka gałęziach śliwy przed terasem i czaremchy równie tak samo przed oczy-ma.
Kolejna kartoszkowa grządka została uczyniona rąk-oma ludzkimi gościowymi, i obsadzona tu-dzież tak-oż poprzez nie ziemniakami, kolejną porcyjką. Jeśli jeden koszyk da dziesiątkę koszyków, to będzie dwa miesiące smakowania. W różnych sposobach, wspominając zawsze ten maj i te chwile, sadzenia przez ręce.
Książki zamienione, kilka wyrazów wyrażonych, więcej nie-pomyślanych, gulgających w powietrzu wraz z drganiami gardła czerwono-białego indiańskiego amerykandora.
Którego pióro leży dalej na parapecie jadalni, udając pióro gęsie, opadłe z nieba, w czas lotu. Jak w 53.6.

Dalej majowanie przeobraziło się w wielkanocowanie, aż prawie że do rana. A rano przybiegł wilk polarny, jego rower i sąsiad z Polesia, na bosaka pedałujący przez las. Aby napić się mleka, skosztować niedoskonałego ciasta i odlecieć po raz pierwszy ostatnim lotem. Ja zasię z laską pasłam kaczki w ogródku, przemawiając do kotów uczenie.

I tak udało się coś zrobić mimo wszystko. Począwszy od obsadzonej grządki, a na rozstawionych krosnach w chatce dziadka nie kończąc.
Kaczkom wykiełkowały pióra w ciągu tej jednej nocy, aż do rana.
Tak samo jak zakwitła śliwa.
Cuda, mówię, majowe, mają się. i Mam-je.

4 komentarze:

  1. U mnie majowo sie zaczelo 1-go: szczenieta, do ktorych dzis dolaczyly kocieta a w przyszlym tygodniu bedzie zrebiatko :)) Maj w pelni!

    OdpowiedzUsuń
  2. hehehe kapitalny tekst...i wierszyk ode mnie z dedykacją dla majowych chospodyń(czy jakos tak)

    Maj Oszalał
    maj oszalał pachnidłami natury,
    gamą kolorów przyodziewa wszystkie,
    co dzień piękniejsze swoje garnitury
    zapachniało piwoniami z babcinego ogródka...
    jaśminy i konwalie czarują niemal ,we wszystkich
    wiejskich zagródkach
    bajkowe lasy pełne przylaszczek,
    delikatnością bieli ,wytęsknione wiosny, oko głaszczą
    daleko odchodzą męczące, codzienne chciejstwa
    nic tak nie cieszy ,poza siedzeniem jak bęcwał
    i tylko nostalgia chwyta za gardło,
    za pięknem i szczęściem
    i lęk, że za chwilę tego już nie będzie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ Wam się umaiło! Nic, tylko życzyć, by zawsze tak było: ciepło, kwitnąco, maiście :)

    OdpowiedzUsuń