24 kwietnia 2013

Wydobywanie szczęścia

Gnojny dzionek, który to już z kolei? A wcale nie ostatni. Udało się nam załadować rano cały nasz wóz drabiniasty (związany sznurkami, obłożony starymi blachami), oraz kilka taczek zawieźć do ogródka, wóz zaciągnąć renówką drogą przy sadzie na brzeg pola, zostawić tam, po czym podjechał Piećka ze swoim rozrzutnikiem i zostawił przyczepę przed oborą, dając nam czas do popołudnia.
Anna walczyła najdzielniej. Ja też, ale tak w ogóle wstałam już z łóżka obolała, coś mi się w prawym kolanie zrobiło i dopiero bandaż elastyczny postawił mnie na nogi. Kozy, wypuszczone luzem błąkały się upierdliwie, zatem zostały zamknięte w zagrodzie. Ale, aby mogły tam zostać na cały dzień, musiałam z wiadereczkiem i pędzlem iść pomalować rząd grabów zagrodowych wapnem na biało, ochronnie wobec kozich zębów, które już je nadwerężyły w zeszłym roku.
Dopiero, gdy skończyłam malarską robotę dołączyłam do Anny, z taczką i widłami.
Mimo bólu kolana muszę przyznać, że miałam dobry dzień. Walka z czasem mobilizuje wszelkie zapasy sił. Musimy zdążyć.
Załadowałyśmy rozrusznik z czubkiem, zasobami samego boksu gwiazdek, i co nieco naruszonymi z wierzchu od kaziuków. Ten przeszedł na jutro.
Poszłam palić pod płytą, aby zagotować karmę kurom, psu, wodę w czajniku (którą wypijamy następnego dnia jako dolewkę do soku jabłkowego, napoju przy pracy), a przy okazji nagrzać wody w bojlerze na kąpiel po dość w końcu smrodliwym zajęciu.
Anna w tym czasie, z czystego rozpędu, zabrała stado na przechadzkę do sadu, a sama przy okazji rozładowała wóz stojący na drodze, rozrzucając złoto widłami po polu.
Zjawił się Piećka, który od rana obrobił i obsiał swoje pole, i pociągnął jeszcze rozrzutnik po naszym.
No, po obrządku i dopiero teraz można zasiąść do komputera, poczty, popijając cokolwiek ku odprężeniu.
Jest fajnie. Odczuwam szczęście. To trudno opisać.
Człowiek jest stworzony do pracy z ziemią, na ziemi, przy ziemi, dla ziemi. Jesteśmy jej strażnikami. Nie ma innego rodzaju szczęścia dla nas, ludzi. Reszta to mamona, szatańska oczywiście.

4 komentarze:

  1. Odczuwam coś podobnego po dniu pracy w ogrodzie, jestem padnięta i obolała, ale po porządnym prysznicu i dobrej nocy snu czuję się jak nowo narodzona. Zauwazyłaś, że zmienia się nam rytm dobowy? Budzimy się wcześniej i wcześniej zasypiamy, a energii przybywa razem ze słoneczkiem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ewo na chore czy obolałe kolano proponuję rozwałkować wałkiem(lub czymś w tym rodzaju np.butelką)duży liść z główki białej kapusty.Należy zrobić to na lnianej ściereczce i wszystko razem(czyli liścia ze ściereczka)przyłozyć na obolałe miejsce i zawinąć bandażem.
    Liścia rozwałkowujemy dopóty dopóki nie puści dobrze soku.
    Czynność powtarzamy w ciągu dnia kilkakrotnie,co 2-3 godz.
    Działa niezawodnie.Sprawdzony sposób. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Liście kapusty są niezwykle skuteczne, co pozwolił sprawdzić na sobie nawet mój mąż stroniący od wszelkiego leczenia.
    A ziemia... Pokazuje nam takie cuda, że bajki mogą się schować. A ból w mięśniach po pracy - cudowny.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wode z Grabarki pij, mnie pomaga ostatnio, jeszcze mam zapas na cale szczescie :)

    No, nie ma nic lepszego niz ziemia i praca przy niej. Czlowiek dopiero wtedy czuje sie calkowicie spelniony!

    pzdr
    A.

    OdpowiedzUsuń