3 listopada 2012

Podlasia (socjalistyczny) czar

No, i nagle się ociepliło. Jakieś zawirowanie super-huraganu Sandy pchnęło ku nam deszcz i ten w nocy roztopił cały śnieg i przywitał nas wiosenny nieomal poranek, wczoraj. Sąsiada zza lasu wygnało w knieje grzyby zbierać. I o muchomorach poleskich (bo odkrył, że jego wieś przed wojną do Polesia należała, a nasza już nie) smęcić. A my do roboty, koniec wakacji. Kozy do lasu, i na nieskoszoną grykę u sąsiada, kury w sad.
Materiał na dokończenie altany zaległ na tarasie i znów tam nie można nosa wściubić. Pod dachem schnie na wietrze, bo ze świeżego cięty. Sztachety na dokończenie ogrodzenia od drogi ułożone w przekładanym stosie pod folią. Dzisiaj zjawił się Sławko i od rana dokonywane były czynności, które trudno kobietom samym wykonać (o ile Ania należy do silnych bab, to ja jestem beznadziejne chuchro w kwestiach podnoszenia ciężarów). Z Anią przetoczył trzy głazy, jeden stał się progiem do chatki, a dwa zostały podstawkami pod ławeczkę przy chatce. Przenieśli zalegające jeszcze od początku budowy, niewykorzystane dyle ze starej stodoły, na kupę przy domu, gałęzie ze ściętej osiki przerzucili do koziej zagrody. Ja w tym czasie (oprócz klasyki, czyli gotowania, zmywania, palenia w piecu i karmienia zwierząt) wyszorowałam stary kredens, który wyciągnęli oboje z lamusa na podwórko. Trzeba było z wnętrza wygarnąć kupy nagromadzonego w nim przez myszy owsa, częściowo zgryzionego, odkurzyć z sieci pajęczych i dokładnie umyć wnętrze i zewnętrze.
Jest to stary, drewniany sprzęcik z lat 60-tych, przez Mieszczuchów od razu z zachwytem klasyfikowany jako cuuudowny zabytek, a przez miejscowych traktowany najzwyczajniej w świecie i z przekąsem. Ten rodzaj kredensu na Podlasiu znajduje się praktycznie u każdego, dom w dom, jeśli nie w kuchni, to wystawiony do letniej kuchni. Miałyśmy dokładnie taki sam w chatce na Dąbrowie.
Taki sam znajdował się w pierwszym domu moich rodziców, więc wiąże się on z moim dzieciństwem bardzo ściśle. Potem takoż wylądował w letniej kuchni. I tam chyba do tej pory służy, jako magazyn na mechaniczne akcesoria kogoś z rodziny.
Zatem solidny, drewniany mebel, wykonywany niegdyś z powodzeniem w socjalistycznej fabryce mebli. Trwały. Można go co jakiś czas odmalować farbą olejną w ulubionym kolorze i jest jak nowy. W tutejszym tylko kilka dziurek po kornikach zauważyłam.
Posiada trzy szuflady, część dolną z dwóch części z półkami złożoną, część górna zawiera miejsce na podręczne talerzyki, filiżanki, szklanki, wspiera się ona na dwóch szafeczkach bocznych. W moim domu trzymało się w jednej z nich cukier i sól, kawę i herbatę oraz podstawowe przyprawy do potraw, a w drugiej była podręczna apteczka domowa. Zaś pomiędzy nimi znajduje się wnęka na chlebak.
O ile zauważyłam, istnieje kilka wersji tego socjalistycznego kredensu. Jest wersja z dwiema, wersja z trzema szufladami, albo z dwiema, a po środku z wysuwaną deską do krojenia (ten rodzaj kredensu posiadała moja babka u siebie w domu).
W naszym nawet zameczki są sprawne. Tylko pomalować, choć po dzisiejszym szorowaniu, może świecić jak nowy jeszcze dłuższy czas.
Sławko z Anią wnieśli go potem do chatki i ustawili naprzeciw wejścia. Wespół z piecem prezentuje się... zająbiście.

6 komentarzy:

  1. Taki kredens mi sie marzy... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kuchnia bez pieca z prawdziwym ogniem i bez kredensu nieważną jest!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zwracam się z uprzejmą prośbą ;) o codzienne wpisy. Spodobały mi się ranki, kiedy z kawą i śniadankiem czytam sobie, co u Ciebie i kóz słychać. Łapię pozytywną energię na resztę dnia!

    OdpowiedzUsuń
  4. a zdjecie kredensu i pieca bedzie...?

    OdpowiedzUsuń
  5. Przecież każdy Polak zna ten czar i szyk. ;-) Pewnie będzie jakieś zdjęcie kiedyś, po odpicowaniu rzeczonego. I przypomnieniu sobie we właściwą porę dnia, że coś takiego jak aparat fotograficzny można by wyciągnąć ze schowka. Futrzaku, jestem anty-wizualna, coraz bardziej i z coraz bardziej umocnionym przekonaniem, że tak mi lepiej. ES

    OdpowiedzUsuń
  6. Stoi w mojej chatce takowy kredens, ocalony z garażu znajomych; oczyściłam go z powłok farby do czystej deski, potem pociągnęłam jakąś lakierobejcą, a przy gałkach szafkowych dodałam drewniane ozdoby; prezentuje się zacnie i jest pojemny, i jestem z niego bardzo dumna; pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń