2 października 2012

Chatka dla dziadka

Budujemy, budujemy... dzień po dniu, dzień w dzień... Grillo-wędzarnia osiągnęła już swój szczyt, a na nim zaczął wyrastać komin. Piec zostanie podłączony do niego za pomocą tzw. leżaka na stryszku. No, właśnie, jak przezwać stary spichlerzyk, który w ten sposób przestał nim być? Wstępnie nazywam go "Chatką dla Dziadka". To z powodu zduna, który w pewnym momencie odezwał się, kończąc piec chlebowy:
- A teraz tylko dobrze ocieplić chatkę z zewnątrz i można zimować w ciężki czas!
Ma podlaskich wsiach jest tak jeszcze, jak z dawien dawna bywało w całej Polszcze. Dziadek czy babcia, kto tam ostawał ze starszych w pewnym momencie przenosił się do jakiejś małej chatynki, przysposobionej z gospodarczego przybytku,a dom rodzinny zostawiał następcy i jego rodzinie. W małej izdebce z piecem było takiemu dziadkowi czy babci bardzo dobrze. Sama pamiętam uśmiech na twarzy wujecznej babci mojej Mamy, gdy zięć przysposobił jej taki domek w ogrodzie do samodzielnego życia. Królowała w nim ładnych parę lat w sędziwym wieku i pamiętam nasze wizyty z Mamą w tym latem kolorowym, bujnym ogrodo-sadzie, który otaczał chatynkę. I wewnątrz było bajecznie. Łóżko nakryte kolorową narzutą, święty obraz na ścianie, piecyk, stół, krzesła, okno, szafa, chodniczek. Wszystko idealnie posprzątane, czyściutkie, zapraszające na rozmowę chętnych gości. Ciocio-babcia przenosiła się do niego wczesną wiosną, pomagając ile jeszcze mogła w zasiewaniu i pielęgnowaniu grządek, i wracała na zimowisko późną jesienią, gdy już jej piecyk nie starczał, żeby ogrzać letni domek.
Na starość świat jakby się kurczy, maleje, jak mniemam, odpowiednio do słabnących sił.
- Byleby tylko koło siebie móc zrobić, sprzątnąć, napalić w piecu, ugotować, ubrać się samemu i nikomu nie zawadzać - mawiają naprawdę starzy ludzie na Wsi. I często prosperują w ten sposób do końca. Ograniczając stopniowo zasięg swoich fizycznych eskapad w świat, na wioskę, wedle sąsiadów, w obejściu, w końcu też do samego domu. Ich żywotność i wewnętrzna równowaga, zgoda na taki bieg rzeczy jest godna podziwu i naśladowania. Bierze się z cało-życiowej obserwacji i współżycia bezpośredniego z przyrodą, zwierzętami, roślinami, porami roku. Umiejętność dostosowywania się do zmian, zewnętrznych i wewnętrznych, ogólnych i fizycznych, przetrwania pośród nich wciąż trwa na dalekiej wiosce, gdzie trudno liczyć na cudzą pomoc czy litość. Samodzielność do końca jest wysoko ceniona.
Sprawy, z perspektywy takiej małej jednoizbowej chatynki, prostej i łatwej do oporządzenia na co dzień wyglądają zgoła inaczej, niż - jeszcze nam teraz - wydają się wyglądać. Świat opiera się na czterech filarach pór roku, to najważniejsze. I rozmowach z bliskimi i sąsiadami, o sprawach jak najbardziej codziennych, bliskich, dotykalnych i lokalnych, wspomnieniach, korzeniach, przodkach. Ekran telewizora migocze z boku, opowiadając baśnie, pokazując "cyrk". Dzieje się on nie wiedzieć gdzie, może na innej planecie? I obchodzi o tyle, o ile jest zabawny lub denerwujący.
Kiedy czasem próbuję poruszyć temat zagrożeń współczesnego świata dla życia, zdrowia, nie tylko ludzi, ale i zwierząt i roślin, stary Mikołaj słucha milcząc, uśmiecha się pod nosem i w końcu mówi:
- No, tak, tak jest, widzę to. Ale ja już mam więcej niż osiemdziesiąt lat i mnie to nie obchodzi, naprawdę.
Kogoś młodszego pewnie oburzy taki brak zrozumienia, zaangażowania, może przezwać to egoizmem, starczą cofką w rozwoju (hm, retro-gradacją), zanikiem mózgowia itd. A ja komuś takiemu powiem:
- Pracuj dzień w dzień, rok w rok, od dziecka, jak chłop na Wsi, w polu, obejściu, w domu, w rodzinie. Dbaj o życie, trwanie, gospodarstwa, o ciąg dalszy. Zapłodnienie, narodziny, rozmnażanie, zdrowie i selekcję, przerób, zasiew i zbiory, także o rozwój i nakarmienie własnej rodziny w tym wszystkim (jako o bazę wszelkich rolniczych działań). I poczuj starość jako odpoczynek, czas, możliwość otworzenia umysłu i serca na świat. I wyobraź sobie zasiadanie wtedy na ławeczce przed chatą, pobierasz comiesięczną emeryturę, dzieci się rozjechały, wykształcone jakoś prosperują, czasem zajrzą, interesują się, ale nie wtrącają, póki stoisz o własnych siłach i nie zamęczasz ich swoimi problemami, jesteś wolną osobą, wreszcie. Rozmawiasz z sąsiadami, znajomymi, przechodzącymi drogą. Patrzysz na świat, pory roku, dzielisz się radami z każdym chętnym je wysłuchać. Doświadczenie nie może przecież zginąć bez wykorzystania go dalej. I co? Czujesz wreszcie teraźniejszość? Śmierć odkładaną codziennie na jutro? Wieczność całą? Potrafisz to sobie w ogóle wyobrazić, człowieku z Miasta?

5 komentarzy:

  1. Potrafię to sobie wyobrazić chociaż jestem, znaczy byłam z miasta, ale w duszy chyba zawsze wieśniarą ;)

    Uprzejmie dopraszam się zdjęć grillo - wędzarni, chodzi za mną już od dawna zbudowanie takiego luksusu tylko chłop nigdy nie ma czasu.

    OdpowiedzUsuń
  2. ech.....zaczęło się zwyczajnie, od grilo-wędzarni, a ostatni akapit - samo życie, a raczej jego kwintesencja.
    Musiało to poruszyć "człowieka z Miasta", który miota się w nim bez sensu, a każdą chwilę spędzoną na wsi, w lesie, górach, nad morzem czy jeziorem przeżywa jak udział w jakimś wyjątkowym nabożeństwie.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. To "ludzkie" oblicze starości. W mieście, gdzie ludzie odgradzają się od siebie, starzy ludzie bywają bardzo samotni, a pozbawieni możliwości pracy (co można robić będąc zamkniętym na kilkudziesięciu metrach?)- czują się bezużyteczni i samotni. Nie mają możliwości spotkania się z podobnymi sobie - ludzie często nawet nie znają sąsiadów z tej samej klatki schodowej. To praca do końca - według swoich sił, i ludzie dokoła czynią starość pogodną, a przynajmniej znośną.

    OdpowiedzUsuń
  4. pięknie to pokazane w ostatniej książce Tiziano Terzaniego, miał taki domek w ogrodzie, tam jego syn przeprowadzał z nim wywiad - rzekę...
    a taki stan umysłu, o jakim piszesz to może do osiągnięcia i w Mieście, chociaż to trudne?

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie na podwórku również jest taka chatka, zwana małym garażykiem jest w niej stara kuchnia, małe okienko wersalka i regalik oraz lodówka ... Kiedyś również mieszkał tam starszy człowiek ... teraz bardzo chętnie zamieszkiwał by ją mój tata kiedy przyjeżdża do mnie w odwiedziny ... ale mu nie pozwalam ...
    Pozdrawiam Cieplutko. Zapraszam do mnie.

    OdpowiedzUsuń