Kurom od razu wraca nieśność. Ja zaś mogę nieco krócej palić w c.o.
Większość tych zimowo-wakacyjnych dni spędzam na odczytywaniu opisu przyszłych wydarzeń w Europie w tekstach prozą Nostradamusa i tu parę ciekawych szczegółów znowu odkryłam. Boskowolny np. w równoległym wpisie zastanawia się w imię jakiego hasła lud miałby teraz rzezać "szlachtę". Hm, francuski prorok z pewnym dowcipem (tak, był to błyskotliwie dowcipny i inteligentny pisarz, wbrew temu jak go przeinaczyli opętani tłumacze) wspomina, że pod koniec czasów będą napierdzielać się (to moje słowa, on to ujął grzeczniej) nie tylko obce mniejszości z tubylcami, ale także wegetarianie i ekolodzy z rasistami i faszystami (zapewne mięsożernymi, he). Wniosek: wszelkie ideologie mogą łatwo, w odpowiednim momencie kryzysu, ruszyć sobie do gardeł. Dlatego tak niebezpieczne jest każde ideowe nakręcenie, nawet jeśli jest nim tylko kultywowanie jakiejś określonej diety! Pamiętajcie o tym!
Myślę, że tworzenie trendów i mód dietetycznych bardzo podstępnie służy rozbiciu poczucia wspólnoty po dawnemu rozumianej tożsamości narodu, takiego czy innego. Nie na darmo na początku bogowie dali każdej rasie jej własną religię z zalecaniem co może jeść, a czego nie, bo jest święte bądź wyklęte (he, po francusku to jeden wyraz, oznaczający jednocześnie poświęcenie i prześwięcenie, wyklęcie i zaklęcie)... Jak już się uda monolit rozbić, to wystarczy napuścić rozbite kawałki na siebie i same się wykończą, bez udziału ni potrzeby ingerencji z zewnątrz.
Swoją drogą niektóre hasła wegetariańskie wyglądają i brzmią makabrycznie. Np. syczące wężowym jadem polecenie, abym zjadła sssswojego pssssa, albo plakat przedstawiający ludzką stopę zapakowaną jako mięsko z supermarketu... Mam wrażenie, że to gada coś wypartego w podświadomość takiego obrońcy zwierząt czy natchnionego autora owego dzieła, bo przecież najłagodniejsi w świecie wegetarianie to tworzą i z lubością sobie przesyłają. Nie z jakąś grozą i napominaniem, ale dziką satysfakcją i przejmującym do szpiku kości rozkosznym wstrętem, do mięsożerców oczywiście! Mam nadzieję, że nie jest to wyparty kanibalizm, ale kto wie? Bo, jeśli ruszą do owej "śmiertelnej wojny" (jak nazwał owo napierdzielanie się Mistrz z Salon), to przecież będą musieli rzezać mięsożernych, choćby w obronie własnej i krew się poleje... logiczne, prawda?
Ale daję już spokój dociekaniom psychoanalitycznym i profetycznym. Bo zapisać tu muszę, że pojawiło się niewielkie ożywienie towarzyskie z okazji ostatków.

Co do mnie, nigdy w życiu nie wychynęłam poza granice polskie, po części z przekonania, po części z lenistwa. Chyba nadmierne podróżowanie w poprzednim życiu nieco mnie wtedy zmęczyło. Tym niemniej podróżuję nieustannie w czasie i przestrzeni, tam i tu, stąd wtedy, stamtąd kiedyś, jak widać.
Ja rzekne tak: gdyby Bog nakazal wegetarianizm, to nie stworzylby wielu gatunkow zwierzat. We wszystkim trzeba znalezc umiar i nie powinno sie przeginac w zadna strone.
OdpowiedzUsuńA jesli chodzi o Nostradamusa to kto wie, czy to znow nie jest mylna interpretacja, ostatecznie dopiero po jakims wydarzeniu okazywalo sie, ze on o tym pisal... Ja wierze przede wszystkim wlasnej intuicji, do wszelkich informacji podchodze sceptycznie i chociaz wrzucam rozne ciekawostki na bloga to niekoniecznie przyjmuje je takimi, jakie sa. Zreszta jest coraz wiecej sprzecznych informacji i roznorakich domniemywan.
Wiem jedno, w grudniu powinnam byc w Polsce. Na wszelki wypadek (jak Anglicy mowia, better to be safe then sorry...) A co sie zdarzy, Bog jeden wie, moze sie nic nie wydarzyc...?...
Wizję ogólnoeuropejskiej dyktatury wegetarian nakreślił w jednym z opowiadań z tomu "Noteka 2012" Konrad T. Lewandowski. Również w tomie "Historie przyszłości" coś na ten temat było. Oczywistą oczywistością jest, że krwawszej dyktatury niż wegetariańska - nie sposób sobie wyobrazić!
OdpowiedzUsuńCiekawe. Ale pewnie to teksty dostępne jedynie na papierze... Co do tej koncepcji coś jest na rzeczy z tyranem-wegetarianinem, bo można znaleźć u Nostradamusa też dodatkowe wzmianki o kolesiu jedzącym jedynie postne polewki, pragnącym wygrać z Panem Bogiem, który z łagodnego i słodkiego stanie się najbardziej krwiożerczym władcą, he.
OdpowiedzUsuńJuż Hitler był wegetarianiem - a na pewno wegetarianinem będzie przeze mnie przepowiedziany Heliogobal (por. http://boskawola.blogspot.com/2010/08/heliogobal.html), która ta - symboliczna oczywiście - postać wydaje mi się jedyną alternatywą wobec rozpadu "projektu europejskiego"...
OdpowiedzUsuńHe, znalazłam w necie, już po umieszczeniu tego wpisu artykuł o ideologii wegetariańskiej, w którym można znaleźć uzasadnienie filozoficzno-merytoryczne do tego, co żem intuicyjnie nieuczoną mową wyłuszczyła tu w skrócie. Oto adres: http://nowadebata.pl/2011/03/19/kilka-refleksji-na-temat-ideologii-wegetarianizmu/
OdpowiedzUsuń