27 kwietnia 2011

Jeden ogień

Młody Sławko zjawił się już przed ósmą do roboty. Dostało mu się wydobywanie gnoju z boksu Zuzi i Tyni (oraz Czesia i Lesia). No, Ania musiała robić z nim w zespole, bo trzeba było taczkami wywozić "złoto" na kupę.
Ja zrobiłam kolejną goudę i ugotowałam obiad, dla nas trojga oraz karmę dla psów i kur. Przy okazji na ciepłej płycie przyśpieszyłam nieco proces kiśnięcia mleka na twarożek. Noce wciąż są chłodne i mleko zlane do kamionki kiśnie dłużej, niż wtedy, gdy jest ciepło lub gdy palić pod płytą. A tego przez święta nie chciało mi się robić.
Ogień, jeden ogień i tyle się zaczyniło. Posiłków trzy plus mleko i wrzątek w czajniku oraz gorąca woda w kranie. Konieczna na kąpiel po gnojnej robocie...

1 komentarz:

  1. Ogień to zdumiewająca emanacja Mocy !
    Pozdrawiamy serdecznie.

    OdpowiedzUsuń