25 września 2010

Zasiew

Wczorajszy dzień był efektywny, choć wciąż do końcowego efektu bardzo daleko.
Nauczyłam się już wyłączać emocje, chcenie, marzenie o tej epokowej chwili. Po prostu, gdy chcę odpocząć od sprzątania wiecznego bałaganu włączam komputer, otwieram okno na wirtualny zawsze czysty i kolorowy świat. Albo otwieram jakąkolwiek książkę. Lub gadam z Księgą I-Cing. Rzadziej, zapadam w medytację.
W zgodzie z danym słowem majster przywiózł machiny potrzebne do szlifowania i cyklinowania, wstawił je do pokoju, zrzucił z przyczepy pocięte z pozostałego po budowie bala - listwy, które mają posłużyć do oszalowania nowych pokoi. I... przesiadł się na ciągnik, którym skultywował nasze pole, po czym obsiał je żytem.
Ania pojechała po ziarno do sąsiedniej gminy i kupiła je u naszego byłego gospodarza. Bo na targu zbrakło. Przy okazji stwierdziła, że ziemniaki stoją po 80 groszy za kilogram, czyli wcale cena o połowę nie spadła, jak donosili znajomi.
W praniu okazało się, że zabrakło ziarna na siew i kawałek za sadem pozostaje do obsiania ręcznego.
Z podłogą czekamy zatem do wtorku (bo w poniedziałek znowu prawosławne święto).
My zaś pracowicie jak mróweczki przykleiłyśmy glazurę na drugiej ścianie kuchni. A ja pomalowałam najciemniejszy kąt za kuchnią białą farbą. Sufit mnie zmartwił. Umyśliłam sobie, że najlepiej i najprościej będzie pomalować stare deski, zamiast zdobić je badziewnym gipsokartonem czy drogimi nowymi deskami. Niestety, pierwsze próby wykazały, że spod farby, niezależnie jak grubej, wyłażą miejscami stare zacieki. I trzeba będzie jednak znowu się bawić z budowlańcami w ciuciubabkę.

Co do psic, panuje już zgoda. Miła dość szybko wyszła spod łóżka i już na drugi dzień pasła ze mną kozy na buszowisku.

1 komentarz:

  1. W sumie ciężka sprawa z połapaniem się ze świętami jak się mieszka we wsi prawosławnej, ale pewnie jak do wszystkiego można się przyzwyczaić i nauczyć.
    Szkoda że ziarna nie starczyło o trzeba będzie ręcznie, choć to pewnie ma swój urok.

    OdpowiedzUsuń