3 czerwca 2010

Prazdnik

No, więc prazdnik. Dopadł nas u pani Marusi w domu, choć przecież prawosławnym. Ale tutejsi ludzie są tak uprzejmi, że świętują zawsze z tym, co akurat świętuje, nieważne czy katolik czy ruski.
Pojechałyśmy na rowerach w drugi koniec wsi, żeby obejrzeć sery pani Marusi. Zaczęła je znowu robić, po przerwie na wycielenie się jednej i drugiej krowy.
No, i nie obyło się bez poczęstunku.
- Siadajcie, jedzcie, pijcie, wsio swojskie, i nalewka, i kiełbasa, i syr, i sok.
Zabrałam na spróbowanie i pokazanie mój ser miękki.
Pani Marusia jest zapalona i podchodzi do nauki entuzjastycznie. Pierwsze sery, które zrobiła jeszcze piered Paschoj i przed zasuszeniem krów, wszyscy chwalą. Zostały zjedzone od razu na przyjęciu emerytów i rencistów. Są też tacy, co pytają o zakup. Ja też muszę pochwalić. Słodkie, łagodne, z małymi dziurkami.
Teraz pani Marusia jest pełna wynalazczych pomysłów z czego zrobić formę dla sera, żeby była krasnaja. Podpowiedziałyśmy jej kilka domowych rozwiązań. Na razie widać trochę na serze ślady chusty i nie jest zbyt równy.
- Ale, pani Marusiu, taki może się bardziej miastowemu podobać, bo widać ręczną robotę! - zakrzyknęła Ania.
Ale pani Marusia jest perfekcjonistką i nie zadowala jej taki wygląd. Ma wpaść do nas obejrzeć nasze rozwiązania i poznać nowe przepisy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz