4 września 2017

Jesienne ptaki

Leje. Mamy jesień. Mimo lata. Bywa. Kozy jednak dramatycznie nie chcą wejść w ten rytm i mimo deszczu domagają się spaceru po lesie, za zielonym, którego niedługo już przecież nie będzie. Na pastwisku już właściwie nic się nie zieleni, trochę jabłek z jednej owocującej co roku jabłoni interesuje je raptem kilka minut. Potem przeskakują ogrodzenie w miejscach wyczajonych (z drugiego, niewzmocnionego w tym roku boku) i mkną po dzikich łąkach, polach, rżyskach i lasach w poszukiwaniu żeru. Wracają po dwóch trzech godzinach mokre, Anna za nimi z koszem w ręku, w gumiakach. Ostatni czas tego koniecznego wypasu (sąsiadka ma nieogrodzony ogórek, stąd konieczność) zużywała na zbieranie grzybów i ziół, które potem stosuje do różnych maceratów mydlarskich i wywarów dla pszczół.
Udało się ukręcić kilka słoiczków miodu gryczanego dosłownie w ostatniej chwili przed pogorszeniem pogody  (pszczoły wyczaiły pole gryki w obrębie swoich oblotów).
Trwa robienie przetworów, keczupu i sosu paprykowo-czosnkowego, oraz soków, z czarnego bzu i czeremchy.
Poza tym wciąż się noszę z zamiarem sfotografowania naszego przychówku ptasiego, ale mokra i szara aura weszła mi w drogę. Napomknę więc tylko, że indyki lawendowe (zdjęcie z internetu, dla ilustracji rasy)


szczęśliwie zmieniły upierzenie (wyglądały w tym czasie bardzo smętnie), indor nosi już nowy garniturek, w nieco ciemniejszym odcieniu bardzo jasnego błękitu, z ciemnym krawacikiem na gardle. Nie udało mi się takiego na internetowych zdjęciach znaleźć, więc jest to jego cecha szczególna, bardzo zabawna.
Druga zasiadająca na jajach induszka wylęgła jakiś czas temu siedem indycząt, na które szybko trafił się kupiec, ku naszej wielkiej uldze.
Z maleństw zatem jest kilka dopiero co całkiem opierzonych lawendowych induszek, wysiedzianych przez kurę, ale prowadzanych przez indyczkę. Oraz kilka kurek czubatych, które wyszły z zakupionych jaj, wysiedzianych przez kwokę, które czupurkami, lub czuprynkami (a czasem czupiradłami) zwiemy i są one uciechą dla oczu i serca, gdy tylko wyjdzie się na dwór. Dlaczego? Tego się nie opisze.

2 komentarze:

  1. też przetwory robię. Nawet regał nowy do spiżarni kupiłam...:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przetwory super sprawa, tylko trzeba mieć "materiał".U mnie w tym roku wiosną wszystko pomarzło:jabłka, czereśnie.Nie owocują węgierki. Ale pomidory za to obrodziły, będzie przecier... Pozdrawiam gorąco.

    OdpowiedzUsuń