5 maja 2017

Zimny maj

Mozół dnia codziennego skutkuje zmęczeniem i spadkiem chęci zapisywania onego na blogu. Wciąż tak samo się kręci. Zimna wiosna, chmury, częste deszcze sprawiły, że rozkwitła kilka dni temu śliwa stała smętna i opuszczona, jak panna młoda czekająca na narzeczonego, który jak by zapomniał o ślubie. Żadna pszczoła ani trzmiel nie chciały rzucić na nią okiem. Zimno sprawiło, że nektar nie płynął, kwiaty zaczęły się w końcu osypywać na ziemię.
- Oj, w tym roku śliwek nie będzie - stwierdziła Anna.
Smutno jakoś. I dziwnie.
Dzisiaj jednak, wbrew prognozom telewizyjnym, zapowiadającym dwa kolejne dni deszczowe, od rana wyjrzało słońce i ogrzało świat. Chłód znikł. Rozkwitła czeremcha i wspaniale zapachniła ogródek przy domu. Zleciały się muchy miodne i dalejże nadrabiać stracone dnie. Nektar popłynął, nawet na opadającej już śliwie. Młode pszczółki obległy chatę, taras, ogródek, świat się rozbrzęczał, jak na maj przystało. Dzięki Ci, Boże!

Co poza tym? Od Świąt wielkanocnych zaczął się codzienny udój kóz, dzieciaki sypiają już w osobnym pokoju. I codzienny przerób mleka na sery. Coś tam z wolna powstaje, choć najsampierw musimy się nimi dobrze najeść same. Dziś ukręciłyśmy pierwsze lody, jagodowe.
Prace w obejściu idą zrywami, to tu to tam, więc można powiedzieć, wszystko jest zaczęte, nic nie skończone. A czeka choćby ogrodzenie pastwiska na naprawę, aby móc na nie stado wypuścić i mieć z głowy ich osobiste pasienie po opłotkach. Tak samo nowy kurnik na uszczelnienie, bo dwie jenduszki już zasiadły na jajach. A dwie w kolejce stoją. Każdego dnia pchamy coś do przodu, a to płotek, a to furteczka, a to dziura załatana, jednak końca wciąż nie widać.

6 komentarzy:

  1. No całe szczęście,że Pani coś w końcu napisała bo już myślałem,że przepadł blog jak parę innych.A była by wielka szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  2. Taka to już jest ta tegoroczna wiosna. Posadziłem pierwszego maja ziemniaki pod słomę i teraz tylko z niepokojem słucham deszczowych prognoz. Wczoraj i Mazowsze wiosna obdarzyła ciepełkiem.
    Za to dynie z wymiany, które od Was dostałem powschodziły już w pojemniczkach a po wielkości liścieni wnioskuję, że będą ogromnymi roślinami a jak jeszcze trafią na podatny grunt i dostatek wody to ..... aż strach się bać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas zbyt wielkie nie były. Choć niektóre wskazywały na ukryte możliwości i z trudem je wtaszczyłam na poddasze. ;)

      Usuń
  3. Już martwiłam się, że Pani chce nas opuścić. Proszę pisać jeśli tylko będzie Pani miała ochotę. Trzymam kciuki za wszystkie zaplanowane projekty. Wszystkiego dobrego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawa jestem ile teraz macie kóz do dojenia i ile młodzieży bryka po podwórku. Pozdrawiam serdecznie i życzę udanych plonów mimo wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm. stado matek to raptem 9 sztuk. Każda przyprowadza dwójkę. Łatwo policzyć, ile ich bywa na wiosnę.

      Usuń