4 marca 2011

Majonez po swojsku

Łucja poprosiła mnie o przepis na majonez. Zajrzałam najpierw do sieci, aby przekonać się, co tam napisano w tej kwestii i jak zaszeregować to, co robię... Rzeczywiście (przeczytałam kilka przepisów podanych na pierwszych miejscach w wyszukiwarce), wydaje mi się, że ludzie zatracili już wiedzę, jak zrobić to zwyczajnie i najprościej. I nie dziwię się, że skarżą się, że im nie wychodzi to, co trzeba, tylko jakaś żółta rzadka papka. Nie będę komentować owych przepisów, do mojego doświadczenia mają się nijak.

Skąd znam swój przepis? Ano z lat 80-tych, gdy wiele spożywczych rzeczy robiło się samemu, bo były nie do dostania w sklepie. Ludzie przypomnieli sobie wtedy jak się wyrabia cukierki-krówki, wynaleźli sposób na domowy keczup i czekoladę (która przyjęła się potem w przemyśle jako wyrób czekoladopodobny). Robiło się także majonez prostym sposobem.
Oto on.
Majonez domowy 

Potrzebne składniki:
- jedno żółtko (żółtko, a nie jajo! Nazwa majonez pochodzi wszak od francuskiego wyrazu moyeu – żółtko).
- łyżeczka musztardy, najlepiej sarepskiej albo rosyjskiej, tradycyjnej (przekonałam się, że nowomyślne musztardy nie dają efektów majonezowych),
- olej (może być oliwa z oliwek, ale jej charakterystyczny smak nie każdemu pasuje), najlepiej tłoczony na zimno w jakiejś przydomowej tłoczarni.
- przyprawy (sól, pieprz, co się chce).

Sos majonezowy wyrabia się w miseczce, zwyczajnie trzepiąc go równomiernie widelcem (nie potrzeba żadnych elektrycznych wymysłów cywilizacji).
Trzeba wiedzieć, że bywa, iż majonez nie wychodzi, nie wiąże się i nie gęstnieje. Aby uniknąć takich niespodzianek najlepiej zadbać o kilka podstawowych spraw zawczasu.
Jajo, olej i musztarda muszą być w jednakowej temperaturze względem siebie. Zatem najlepiej wszystkie składniki wyjąć z lodówki albo na odwrót, przechować jakiś czas poza lodówką, w temperaturze pokojowej.
I jeszcze: żółtko musi być starannie oddzielone od białka, gdyż obecność białka utrudnia, a nawet uniemożliwia ubicie sosu. Ja na wszelki wypadek wyciągam z niego także przyczepione do niego zarodki, aby mieć pewność.
Gdy to wszystko wiemy i mamy, przystępujemy do prostej i szybkiej czynności wytwórczej.
Na miseczkę kładziemy łyżeczkę musztardy. Potem żółtko (starannie oddzielone od białka). Roztrzepujemy widelcem prawą ręką, a z lewej ręki wlewamy cieniutką powolną strużką olej lub oliwę. Cały czas mieszając widelcem. Sos powinien natychmiast zacząć gęstnieć. Jeśli z miejsca nie gęstnieje, nie udał się i lepiej przerwać daremną czynność.
Dolewamy dowolną ilość oleju. Zależnie od potrzeby jaką ilość majonezu chcemy uzyskać. Sos ma apetyczny żółty kolor, w miarę rozcieńczania olejem nieco blednie. Przekonacie się, że to, co oferują sklepy pod nazwą majonezu jest chemicznym białym wymysłem technologów żywienia, nie mającym nic wspólnego z prawdziwym majonezem!
Na koniec przyprawiamy tak jak lubimy, solą, pieprzem czy jeszcze jakimś innym ziółkiem.
I mniam!

Można jeść nie tylko w sałatce, ale i zwyczajnie chleb (najlepiej własnego wypieku) smarować zamiast masła.
Walorem tego sosu jest surowe żółtko - bardzo ważne jest zatem, aby było z organicznego jaja - w ten sposób dowitaminizowujemy i wzmacniamy organizm w najszybszy, najsmaczniejszy i najłatwiej przyswajalny sposób. Ponadto surowy olej/oliwa tłoczony na zimno ma również swoje zalety pokarmowe (w przeciwieństwie do smażonego, czy przemysłowego).

Smacznego!

10 komentarzy:

  1. Dziękuję za tak szybką i wyczerpującą odpowiedź. Nie wypróbuję niestety przepisu natychmiast, ponieważ muszę czekać na dobre jajo. Mieszkamy na wsi na której jaja, mleko, sery, warzywa to towar nie łatwy do zdobycia.
    Czekoladę z mleka w proszku pamiętam, wytwarzałam ją nawet z orzechami.

    OdpowiedzUsuń
  2. No, to pomyśl rzeczywiście o własnych kurkach. ;-) Na domowe potrzeby rodziny wystarczą spokojnie 3 nioski! Ale od wszelkiego wypadku najlepiej mieć 5, no, i koguta oczywiście, co oko cieszy i rano budzi słońce.
    Pozdrawiam
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja zrobię zaraz dzisiaj na jaju z Biedronki! Bo na lepsze i tak nie mam szans, ale za to na oliwie z oliwek. Gdzieś słyszałam, że majonez bardzo trudno się robi, a tu ten przepis wydaje się bardzo łatwy. Warto chociaż spróbować.

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę się pochwalić, że Krzysiek zdobył od sąsiadów 20 swojskich jaj! Rzecz bez precedensu do tej pory. Jutro wyprodukujemy pierwszy majonez. Pozdrawiam i o kurkach myślę coraz intensywniej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Majonez okazał się hitem na kolację. Jestem zadziwiona, bo na pierwszy raz spodziewałam się jakiejś porażki, tymczasem 10 minut i wszystko gotowe, a co najważniejsze-idealne. Zaczęłam wlewać oliwę z oliwek, ale zbyt zaczęła dominować w posmaku, zatem kontynuowałam rzepakiem. Mieszałam tak, wlewając powolutku ten olej, aż wszystkie smaki się ze sobą połączyły i przestałam czuć musztardę. Konsystencja wyszła jednolita, gładka, naprawdę zrobiłam majonez! Na koniec go posoliłam, posmarowałam tym domowy chleb i popiłam świeżutkim, domowym winem :-) W życiu nie jadłam takiej kolacji, wszystkie produkty własnoręcznie zrobione :-)
    Dziękuję za przepis, zapisuję go w kajeciku, wchodzi na stałe do domowego menu :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja kiedyś robiłam majonez ... dokładnie tak samo, wg. przepisu z starej ksiązki kucharskiej, bodaj "Kuchni polskiej" ... dziś zrobiłam znowu! wyszedł! rodzina zachwycona! jajko wiejskie, ale pewnie paszowe, niemniej zawsze coś :), olej kujawski niestety... Majonez kręciłam do jajek faszerowanych pieczarkami - PYCHOTA!
    ______

    OdpowiedzUsuń
  7. dziękuję, Ewo (i Łucjo :) za przypomnienie tego prościutkiego przepisu, dającego taki rewelacyjny efekt. moja mama kiedyś dodawała odrobinę wody do juz gotowego majonezu, jeśli chciała, by był rzadszy, nie tak tłusty. z oliwą nigdy nie robiłam, wypróbuję. zrobię chyba staroświecką sałatkę jarzynową z takim domowym majonezem :)

    OdpowiedzUsuń
  8. już nigdy nie kupię majonezu :)! Ha!

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak, teraz po przemyśleniach sądzę, że znam ten sposób od zawsze, a to znaczy, że tak robiły majonez do sałatek jarzynowych moja mama, babka, ciotki i znajome. Moda na kupowanie białego czegoś w słoiczku przyjęła się stosunkowo późno (lata 90-te). Wcześniej owszem, białe coś służyło do wymieszania jarzyn w sałatce, lecz wierzch smarowano swojskim, i przyozdabiano warzywkami i zieleninką. Już wiecie dlaczego, prawda? Prawdziwy majonez jest malowniczo żółty, a nie biały.
    Jak pomyśleć, to potrawa o niesamowitym ładunku zdrowotnym, wzmacniającym, uodparniającym. Tymczasem za pomocą fastfudów i przemysłowego białego czegoś zrobiono z niej postrach grubasów.
    Fajnie, że wszystkim wyszło. Mnie czasem (rzadko) nie wychodzi i wtedy mam przerwę w przyrządzaniu, żeby odreagować porażkę. Główne przyczyny wyszczególniłam. Jednak zawsze może coś się przydarzyć nie tak.
    Pozdrawiam majonezowych fanów! ;-)
    Ewa S.

    OdpowiedzUsuń