25 października 2010

Wycieczka po podlaskich wsiach

Nie daję nazw wsi, bo niczym te sfotografowane domy nie różnią się od innych gdzie indziej w całym regionie.
W każdej wiosce jest zawsze co najmniej kilka chałup opuszczonych, chylących się, długo i daremnie czekających na rękę młodego gospodarza, odchodzących za swoimi mieszkańcami w nieskończoność.
Było tu kiedyś pięknie...







7 komentarzy:

  1. Piękne zdobnictwo drewniane ganków. Szkoda że chaty się walą, a ludzie zamiast się ich pozbyć czekają aż chaty się zawalą...

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasem, nawet dość często chcą się pozbyć, ale chętnych brak. Ceny wahają się między 3-10 tys. do przeniesienia, z konieczną na ogół wymianą dachu. Ów ganek w stylu rosyjskim jest. Na ogół podlaski styl jest mniej fikuśny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem pasjonatką starych drzwi :-) Pierwsza fotka sprawiła mi więc radość. Reszta wywołała refleksję. Jak to nie ma chętnych na takie domy? Te misternie zdobione ganki nie mają prawa zniszczeć.
    Ale jak to w naszym kraju bywa. Póki jest, nikt się nie interesuje. Jak zostanie zburzone, czy samo się zawali, podnosi się alarm.
    Z naszego przygranicznego krajobrazu, na skutek powodzi, zniknęło w Bogatyni i okolicach kilkadziesiąt unikatowych domów łużyckich przysłupowych-dawne domy tkaczy (w jednym takim my mieszkamy, ale on ma się dobrze). Jak stały nikt się nie interesował, że to zabytki, że niszczeją, że powoli znikają. Jak zmiotła je powódź, zamiast odbudować, rozebrano je do końca. I co? Teraz jest histeria i rozmaite akcje typu: "Ratujmy domy przysłupowe". Rychło w czas!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ło!
    Na Podlasiu stare chałupy kończą przeważnie w piecach właścicieli. O ile nie posłużą komuś na wybudowanie jakiegoś chlewka czy ściany.
    Jest też trochę skansenów, prowadzonych przez pasjonatów starego budownictwa.
    Mieszkać już w takich domach trudno albo nie sposób (próbowałam, to wiem), nawet jeśli zmieni się dach i przeciągnie kran. Wszystko jest do wymiany, komin, kuchnia, piec, najważniejsze belki (podwaliny, stropowe, krokwie).
    A przecież z całej wsi skansenu nie zrobisz, trzeba iść z duchem czasu i potrzeb.
    Dobrze, jeśli taka chałupa dostanie się w ręce osiedleńca, który jej nie burzy, a przebudowuje (jak my swoją).
    Z komory można zrobić łazienkę, piece zburzyć i postawić od nowa wraz kominem, ocieplić nowocześnie ściany i podłogi (dawne ocieplano piaskiem pomieszanym z popiołem od spodu) itd. itd.
    Taki zysk, że jest oszczędność częściowo na materiale budowlanym, choć co do kosztów projektu niekoniecznie. I tak trzeba zapłacić architektowi za projekt rozbudowy, chyba, że się człowiek zmieści w starych wymiarach, to się może nie doczepią, że nowe wszystko. Ale teraz nawet jak okno wymieniasz to musisz mieć pozwolenie z gminy.
    Nie daj Boże, gdyby to był jakiś zarejestrowany zabytek. Nikomu nie życzę przepychanek z urzędami!
    A takie zdobienia można wycinarką zrobić w jeden sezon.
    Ania już zaczęła.
    Pozdrawiam
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  5. wierzyć się nie chce, że Taką chałupę można sobie teraz za warszawską czy tam krakowską pensję miesięczną kupić! (<>)
    życie jest bezlitosne...

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi raczej chodziło o zakup domu z kawałkiem ziemi;]
    Bo najlepiej się prezentuje tam gdzie dana stylistyka była.
    A w ramach podziwiania cudów drewnianych polecam "Zdobnictwo drewnianych domów na Białostocczyźnie".

    OdpowiedzUsuń
  7. Mamy tę książkę, oczywiście, i często zaglądamy, księżniczko. ;-)
    Można znaleźć i z kawałkiem ziemi. Nie przesadzając na każdej nieomal wsi można znaleźć opuszczone chaty i działki. Wystarczy wysiąść z samochodu i pogadać z ludźmi. Bardzo chętnie wszystko objaśniają i chętnie widzą w swoim świecie nowych ludzi, mieszkańców. Z ziemią oczywiście jest nieco drożej, ale tak naprawdę czasem niesamowicie tanio, w porównaniu z bardziej znanymi i ucywilizowanymi rejonami.
    Mam znajomych z miasta, którzy za nic nie potrafią czegoś sensownego sobie znaleźć. Ale oni nie rozmawiają z ludźmi, chyba się ich boją, wstydzą, nie wiem. My mamy niesamowitą skuteczność w znajdowaniu miejsc i okazji, choć nam już po nic. A to dlatego, że Ania ma wrodzony talent do nawiązywania kontaktów z ludźmi na wioskach.
    Pozdrawiam
    ES

    OdpowiedzUsuń