4 lipca 2010

Ruska słonina

Po pracowitej niedzieli nastał wieczór. Wpadła sąsiadka. I z jej ust wyjęłam przepis, który wam tu zamieszczam.

Solona słonina

Kupić na targu prosiaczka, najlepiej dwa, bo się wtedy dobrze chowają. Tuczyć kabana przez rok. Osypką z owsa i żyta, kartoflami z parnika i innymi resztkami (np. serwatką i maślanką). Od czasu do czasu przepędzać go, żeby miał ruch. 
Od ruchu słonina przerasta mięsem i daje smakowity boczek. Ale my tu o słoninie, a nie o boczku...
Roczny kaban ma 300-400 kg wagi i słoninę na palec grubą (ok. 10 cm). Takiej nie da się kupić w sklepie. Rynek polski zdominowały wieprze modyfikowane, które w słoninę wcale nie obrastają. Żeby spróbować trzeba przyjechać na wschód.
Zarżniętego wieprza opala się wiechciami słomy, broń Boże nad gazem (bo skórka wtedy śmierdzi, zamiast dawać aromat). Skóra wtedy sama odchodzi od tłuszczu.
Słoninę po odparowaniu połci w stodole przycina się do kształtu naczynia, w którym ma być ułożona, a układa warstwami jedna na drugiej. Niektórzy jeszcze wkładają ją, jako dawniej bywało, do specjalnej dębowej lub jesionowej skrzynki. Można też do kamionki albo zwykłego garnka lub wiadra.

Przycięte połcie słoniny soli się z każdej strony sowicie solą kamienną niejodowaną wymieszaną z ulubionymi ziołami. Może być to czosnek, majeranek, pieprz albo czerwona papryka (byle nie za ostra). Układa jeden na drugim i na koniec przykrywa ściereczką lnianą, żeby słonina oddychała.

Przechowuje się całość w chłodnej komorze (na zachodzie spiżarnią zwanej), albo w sklepie (to piwnica zewnętrzna, ziemią osypana, z dobrą wentylacją). Po dwóch-trzech tygodniach słonina jest zdatna do jedzenia. Choć w dobrych dla siebie warunkach potrafi przetrwać wiele miesięcy, a im starsza tym smaczniejsza się robi. W pełni dojrzała daje się nieomal rozsmarowywać na chlebie!

Kroić w cieniutkie plastry, podawać na talerzyku, w sąsiedztwie kromek swojskiego chleba. Oczywiście do swojskiej nalewki, zagryzając kiszonym ogórkiem, we własnym warzywniaku uchowanym.

Jedna uwaga: jeśli zacznie się już kroić połeć słoniny, to trzeba później napoczętą resztę wsadzić do lodówki lub zamrozić, bo w komorze lub piwnicy przejmuje w siebie dziwne zapachy.

3 komentarze:

  1. Przepis cudowny , szczególnie w tej części: kup prosiaka albo dwa...itd.

    Takie miesko ze świnki z własnego chowu -najlepsze . Mąż pochodzi ze wsi i w cięzkich czasach zaopatrzenie z gospodarstwa pomagało przeżyć .
    W sklepach wtedy nic nie było. Jak zreszta wszyscy pamietaja .
    Taka gruba słoninka to juz tylko chyba w waszym regionie. Wszędzie indziej chudzizna.
    No nie wiem czy z takiej słoniny tylko na palec grubej da sie coś zrobić .
    A 10 cm ?- ho ho.
    trzeba na Podlasie może jechac żeby spróbowac .
    Mamy tutaj w regionie ubojnię i sklep przy niej to spróbuje - może taką troszkę grubszą uda sie kupic .

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Spróbuj. Cienka jest dlatego, że nikt już nie chowa świni przez rok, chyba, że to maciora albo knur. Wieprze idą na ubój po pół roku mniej więcej, a podpędza się je w tuczu sztucznymi paszami i koncentratami. W mojej wsi rolników nie stać na takie pasze, karmią tym, co urodziło ich pole, bo to jedyny sposób, aby wyzyskać niewielkie plony ze słabej ziemi. Są też wsie bogatsze, ale... tam rolnik skarmia zwierzęta na skup inaczej, a dla siebie inaczej. Bo wie, co dobre.
    A co do czasów kryzysu, to chyba już niewielu pamięta, mam wrażenie. Młodzi ludzie nie wyobrażają sobie, że może czegoś po prostu nie być w sklepie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepis super, jedynie co do tej wielkości prosiaka, to mam trochę wątpliwości, czy jak tyle zje i tak się utuczy to czy nie odpłynie, zanim minie ten rok ale sama też mam świnkę i co swoje to swoje :)

    OdpowiedzUsuń