26 maja 2011

Co nowego

To wszystko ma jakiś sens, tylko jaki? Kiedy niekiedy wieczorem padam na łóżko, zmęczona całodziennym dreptaniem wokół spraw domu i inwentarza przychodzą myśli. Tego typu. Pozwalam im wychodzić na powierzchnię, jak i wszelkim nastrojom i przyglądam się. To raczej nie jest dobry czas na wyciąganie wniosków. Raczej na ustalanie sprawy. Zachęcam ją, by wypłynęła sama i ukazała się w pełni oczom świadomości, bez żadnej ściemy.
Poza tym wszystko idzie jakoś do przodu.
Ania odbyła pokazowy kurs strzyżenia owcy i zdobywania wełny. Urządzony przez nasz GOK w ramach szerszego projektu obejmującego cały proces tkalniczy, od strzyży, przez gremplę, kołowrotek, farbowanie wełny, po nakładanie osnowy i tkanie pasiaka.







Odbyłyśmy także pierwszą w tym roku wycieczkę na bobrową łąkę


i wreszcie ujrzałyśmy nasz kawałek rzeczki. Bo z racji suchej wiosny można do niej dojść.


Brodziec się nazywa i jest rzeczką międzynarodową, gdyż wypływa na Białorusi. Są zdjęcia, a jakże. Jak widać granica jest pilnie strzeżona...



Potem wykąpałyśmy Kolę w innej rzeczce (do naszej był słaby dostęp z brzegu zarośniętego wysoką trawą), podobnych rozmiarów, do której Brodziec wpływa, czyli w Pulwie.


Trudno uwierzyć, ale nasza suka nigdy dotąd nie miała okazji zaznać innej kąpieli, niż w balii z wodą nagrzaną na słońcu. Dlatego było to dla niej wielkie przeżycie i nauka. Dość szybko jednak spodobało jej się brodzenie po rzeczce i chlapanina wodą, a potem długo utrzymujący się rzeczny zapach sierści.
Teraz konstruujemy furtkę do płotka ogródkowego. Ja maluję sztachety zielonym drewnochronem. I czekamy na obiecane słupki dębowe pod tylne ogrodzenie obejścia z siatki leśnej. Będzie to granica z lasem dla drobiu i dla obcych psów również, które tu często zaglądają i straszą nasze zwierzaki na podwórzu.

8 komentarzy:

  1. Oj proooszę - uporajcie się ze zdjęciami! Bardzo chciałabym zobaczyć!

    OdpowiedzUsuń
  2. A jak zaprawiacie te słupki w ziemi, czymś impregnujecie?
    Moje wytrzymały kilka lat i płot z żerdzi położył się.

    OdpowiedzUsuń
  3. Idiotyczne pytania od kompletnego laika i mieszczucha:
    1. Czy ta owca żyje? Bo wygląda jakby nie...
    2. Czy jaja gęsie się jada tak samo jak kurze?
    Ja naprawdę nie wiem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mario, dębowe słupki wytrzymują trochę więcej, niż kilka lat. Mam jeszcze kawałek starego płota, który musi mieć z 50 lat, sztachety są już jak zapałki, ale dębowe słupki, choć nieco pochyło, ale jeszcze stoją i trzymają całość. Impregnuje się smołą, lepikiem, albo opala się nad ogniem koniec, który ma być wsadzony w ziemię.
    Karolino, owca żyje jak najbardziej, leżała sobie zaskakująco spokojnie, nieco zestresowana liczną widownią. Miała związane nogi. Po strzyży owieczki lepiej się czują, bo im chłodniej w letnim sezonie. Te, które już znają strzyżenie są spokojniejsze od debiutantek. ;-)
    Gęsie jaja jak najbardziej są jadalne. Podobnie jak indycze, czy przepiórcze. W przeciwieństwie do kaczych, które zaWIERAJĄ ISTNĄ BOMBĘ CHOLERSTEROLOWĄ i są szkodliwe w nadmiarze. Ale moja babcia twierdziła, że można dodać jedno czy dwa do ciasta, dla intensywnego żółtego koloru. Nie próbowałam, bo kaczek jeszcze nie trzymałam.
    Pozdrawiam
    ES

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolejna umiejętność sprzyjająca samowystarczalności. Rozwijacie się w szybkim tempie. Gratulacje (z lekką nutką zazdrości :D)

    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję serdecznie za odpowiedź. Mogę czasem zadać jeszcze jakieś głupie pytanie? :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Acha, u nas chłopi mówią, że nie ma jak płot z olchy! :D Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  8. Karolino, możesz. Wiedzy nigdy dość. ;-) Pozdrawiam, ES

    OdpowiedzUsuń