11 kwietnia 2026

Taki ptak

I wiosna przyszła, a wraz z nią nowe ptaszki przyleciały. Inaczej już od sikorek śpiewające, ćwierkające, świergoczące, kląskające, gwiżdżące, gruchające, a także te klekoczące, gęgające i podnoszące wielki poranny czy wieczorny klangor. Jak i zdarzają się te skrzeczące, kraczące i pohukujące, ale już naprawdę dużo rzadziej niż zimową porą. Sikorki gdzieś zniknęły, ale tylko się przemieściły w głąb leśnych ostępów.
Wczoraj raniutko usłyszałam znajome pukanie w okno w kuchni, cisza i znów, i znów. O! Cóż to za natręt? Przy porannych zajęciach ujrzałam za szybą dwóch sikorków :) na gałęzi klonu, pilnie i z ciekawością usiłujących mnie podejrzeć. Wypasione tłuścioszki! To najpewniej moi zimowi goście ptasiej stołówki... Poprawili mi humor na cały dzień.
Dzisiaj uaktywnił się towarzysko kowalik-sąsiad, w podobny sposób. Puka w okno od kuchni, po czym widzę jak sfruwa na taras do karmnika i główką w dół pozostając dziobie chwilę karmę mocno jak mini-dzięciołek, zerkając co chwila na szybę, jakby mnie widział, choć raczej nie widzi. Mam wrażenie, że czuje jakoś moją obecność i wzrok, stąd taka czujność. Bywa, że zamiera nieruchomo na długie chwile, jakby udając że go tu nie ma. I tak na siebie patrzymy każde ze swej prywatnej "niewidzialności".

Poza tym przyszły na świat nowe dzieci, niedługo będziemy je odstawiać od cyca, bo mleko już się marzy. To znaczy udaje się udoić po kubeczku dziennie, stąd jest "śmietanka" do kawy czy dolewka do jaglanki, ale to zdecydowanie za mało na twarożek czy jogurt. 

Anna chucha na roślinki, codziennie wynosi z domu siewki pomidorów i kapustek do cieplicy, a wieczorem wnosi je z powrotem. 

Poza spacerowaniem, obrządkami, gotowaniem i domowymi obowiązkami, rozprawianiem ze zwierzętami, które są najmilszymi słuchaczami, bo przecież nieważna jest treść, a ton głosu, a mam wrażenie, że mój ton bardzo jest dla nich przyjemny, bo są odprężone, strzygą uszami, pokwakują radośnie, gulgają, drepczą przy nodze, zbiegają się, chcą głasków i smakołyków. A to wszystko podnosi serce i umysł, po prostu uszczęśliwia.
I czytam. Teraz głównie fantastykę, ale nie tylko. Obserwuję także amatorsko różne zjawiska w sferze mentalnej naszego narodu, Europejczyków i Amerykanów, ale nie tylko. Przede wszystkim zdążając za filmikami na YT, prowadzona często algorytmem, ale nie tylko. 

Człowiek uczy się wtedy, gdy jest konfrontowany z tym, czego nie zna, widzi lub słyszy po raz pierwszy. Szukam zatem relacji cudzoziemców zwiedzających Polskę, lub Polaków zwiedzających inne kraje. Słucham wykładów językoznawców i tłumaczy z różnych narzeczy ziemskich. Aby zdobyć wyższy pułap (dystans) pozwalający na szerszy ogląd spraw i świata, w którym tkwię i żyję fizycznie, ciałem swoim. Umysł pozwala przecież fruwać dowolnie, jako ten "duch co dmie kędy chce i dokąd chce". Wysłuchuję opowieści o życiu albo ich spojrzeniu na świat z ust mormonów, żydów ortodoksyjnych, Indian, muzułmanów, hinduistów, buddystów czy taoistów. Czytam święte pisma z różnych rejonów świata, mitologie, kroniki historyczne. Po wędrówkach Ossendowskiego przez bolszewicką Syberię i buddyjsko-magiczną Mongolię, po Herodocie (Egipt, Grecja, Persja, Scytia) i Marku Polo (Azja od Bagdadu do Pekinu, przez rejon polarny, Cejlon, po tatarskie stany i z powrotem), po Bitwie na polu Kuru na półwyspie indyjskim, przeniosłam się do Persji, gdzie spędzam tysiąc nocy z Szeherezadą, czytam listy perskie Monteskiusza, ale i studiuję dziwne rytuały zaratusztriańskie wraz z Awestą. Dowiedziałam się tak, że była ona przetłumaczona na polski przez prof. Pietraszewskiego w połowie XIX wieku, ten dopatrzył się w niej źródła słowiańszczyzny (z tej racji, żeśmy jako Słowianie ludem indoeuropejskim), a tym samym wywarła pewne wpływy kulturowe. Jakie? Ano polski autor fantastyczny, Stefan Grabiński wydał tom opowiadań poświęconych kultowi ognia pt. "Księga ognia". I ten właśnie też sobie przyswoiłam. A ponieważ utwory Grabińskiego chwalił jako jedne z ulubionych w młodości mistrz Stanisław Lem, to ruszyłam następnie w jego kierunku i tym samym w przyszłość. Okazało się, że nie znam wielu jego pierwszych książek, zatem zaczęłam od początku studia lemowskie. "Astronauci", "Powrót z gwiazd", jeszcze sporo przede mną, nawet pomijając to co już dobrze znam. Ponadto, aby nie zdziadzieć w tej Europo-Azji powracam do Ameryki Łacińskiej, Majów i Azteków.

Kultura obrazkowa, przeniesiona na ekrany telewizyjne, w postaci filmów i seriali kompletnie przestała mnie pociągać i interesować. Najnowsze produkcje hollywoodzkie, przy pomocy narzędzi AI robione łącznie ze scenariuszami, nie mówiąc o podrasowywanych aktorach, wydaje się obrzydliwością, zmaszynieniem, odczłowieczeniem, "nuuudą, panie nuuuuudą!". Mistrz Lem wystartował w świat maszyn i cyber-tworów, pogrążając się w zamian w awersję i wstręt wobec biologicznych bladawców, oślizgłych i wilgotnych, ale też wskazując do czego prowadzi owa droga. Zdaje mi się, że stoimy jako ludzkość na progu, a jak próg - to jest i wybór. Jeśli wybór to niezbędna jest świadomość. By ją mieć, trzeba posiąść wiedzę i dystans, Dlatego już głównie czytam, a nie oglądam (lub raczej: dużo mniej oglądam, a widzę z pomocą swego umysłu).
Wybór między czym a czym? 

Byciem człowiekiem albo nie-człowiekiem. Proste. 

Większość na razie daje się prowadzić jak cielęta, myśląc że świat jest jaki był i będzie jaki jest. Tymczasem Ten Próg stoi między jakościami, i jeśli go przekroczymy nie będzie już żadnego odwrotu. Nadchodzi ten czas, z dawien dawna zaplanowany. Chcesz być nie-człowiekiem? Uświadom sobie z czym to się wiąże, do czego zmierza, co daje i co zabiera, bo to będzie raz na zawsze! Nie wrócisz już do biologii ciała, będziesz się od niej coraz bardziej oddalał, wchodząc w świat z metalu i plastiku, fal i praw matematyki, stając się jego podległą częścią. W świat wymagający posiadania niewolników, a od ciebie bycia wyższą rasą. Posiadanie niewolników zaś najbardziej zniewala panujących, jak pokazuje Historia - nasza ludzka nauczycielka. Cóż wart pan bez raba? Mniej niż psia kupa, zapewniam.

Chcesz być człowiekiem? Uświadom sobie z czym to się wiąże, czego masz się trzymać, w którą stronę zmierzać, a którą omijać, bo nie twoja jest, tam stracisz to, co masz, raz na zawsze.
Tak przedstawiony wybór, dla kogoś inteligentnego daje proste wytyczne. Jeśli wyborem jest nie-człowieczeństwo - wybierasz ciągłą gonitwę za czymś nowym, innym, która łatwo przerodzi się w ucieczkę przed konsekwencjami, których ostatecznością jest wielkie splątanie, węzeł gordyjski, piekłem zwany. I tak czy siak koniec świata, choćby w jego wersji rozszerzonej do wszechświata i Big Bangu. Jeśli postanowisz pozostać człowiekiem, masz i drogę i trwanie, bowiem ciało kontaktuje cię z Matką, Matka z Ojcem, Ojciec z Synem, którym to ty, Człowieku jesteś, nikt inny. 

Ech, tyle myśli, tyle wrażeń, tyle spostrzeżeń... I o! puka ptaszek w okno. Och, och, och, taki ptak - dobry znak! (Nie-ludziu, pamiętaj, wchodząc na tę ścieżkę, będziesz musiał sobie ptaszka narysować, a jak ci się znudzi - skarykaturyzować, potem spotwornić, potem zabazgrać, i wycierać gumką aż do wessania przez kosmiczną czarną dziurę). Nam ludziom, tak mało naprawdę potrzeba do szczęścia! :) Tylko Ziemi, tylko nieba, tylko wody, zwierząt, roślin, pór roku. I opowieści, modlitwy, wspólnoty, śnienia, smutku i wesela. I na koniec: Papapa! Dziękujemy za teatrzyk!