5 czerwca 2011

Ogłoszenie

Pilne!

Potrzebujemy pomocy przy sianokosach (kośba jutro, zbiór za kilka dni) oraz pracowitego/ej pomocnika/czki przy wykończeniu domu (malowanie, szpachlowanie, glazura i terakota) w zamian za pobyt w spokojnym, ciekawym pod wieloma względami miejscu, pełnym zwierząt i życia innego, niż w Mieście, dodatkowo możliwa nauka różnych sztuk i umiejętności (tajemnych też) plus na co dzień swojskie jedzenie.

Jeśli jesteś zainteresowany/a warunki omówimy poprzez e-mail lub telefon.
Pisz na adres:
ewasey@go2.pl
albo:
margolla@go2.pl

Szczegóły znajdują się na stałej stronie w prawym górnym rogu tego bloga tutaj

8 komentarzy:

  1. Zaproponuj jeszcze co najmniej wyprawienie z solidnymi zapasami wiejskiego jadła do domu, bo ciężko będzie.

    Swoją drogą gdybym tylko mógł się wyrwać - skorzystałbym. Jednak sam mam te same problemy - chętnych do pomocy za stawki inne niż maksymalne, brak.

    Sam swoim pracownikom sezonowym oferuje piwo, po pracy gorzała, rano kawa bez ograniczeń (jak robotnik mówi "Sypnie szef łyżkę rozpuszczalnej" - ukradkiem sypię dwie, albo i trzy), poczęstunki + konkretne pieniądze - bez tego nie ma roboty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ ja ci to wiem... wiem dobrze... lecz czasem zdarza się, że ktoś uważa za stawkę maks możliwość nauczenia się np. serowarstwa, tkania, paczworkowania, zbadania kwestii osiedlenia się i budowania własnej zagrody, hodowli itp. albo wróżenia z różnych rzeczy też... ;-))) To wszystko do uzgodnienia. Bo niestety maks za maks musi być. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja wierzę w takie wymiany. Ja osobiście byłam kiedyś za wikt i opierunek opiekunką na obozie konnym w Bieszczadach w pewnej ukrytej głęboko w górach wsi. Hucuły były moje przez 2 tygodnie, jazda do woli, szamunek, nauczyłam się jeździć konno, zdobyłam odznakę popularną i z dziećmi kontakt złapałam niebywały. Do dziś się lubimy i kontaktujemy. Nie miałam co z wakacjami zrobić a ta opcja była wręcz idealna. Wierzę, że kogoś na 100% znajdziecie. Tylko trzeba na TEGO KOGOŚ trafić. Ot i tyle. By the way. Napiszcie mi proszę gdzie to jest dokładnie. Wrzucę u siebie na blogu Wasze ogłoszenie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękujemy naszapolano za dobre słowa i chęć pomocy. ;-) Co prawda hucułów u nas nie ma, a od czasu sprzedania jedynej klaczy Kaśki nie ma żadnego konia na wiosce, ale można by u nas paść i doić kozy... Lub też pobawić się samemu w jakiś zbiór jagód i robienie przetworów z nich(niedługo sezon), potem grzyby (możliwość suszenia na bieżąco jest). Gdy ktoś chce zajęcia interesujące znajdzie dla siebie nawet na wsi. ;-) Pozdrawiam, Ewa S.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, wolontariat to wspaniala sprawa, wiem sama w ub. roku uczestniczylam w pomocy przy budowie domu. Chetnie bym wpadla, ale sama jestem ze swoim remontem. Jestem pewna, ze znajdziecie... dobre dusze do pomocy!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki Amelio, sianokosy są w toku własnymi i tutejszymi siłami i nie żałuj, że cię przy tym nie ma. Po prostu przyroda daje popalić.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiesz co? A mój Mąż i ja dalibyśmy się namówić za to serowarstwo i umiejętności praktyczne. Robiliśmy remont we włoskim domu na tych zasadach - to znaczy mój miły remontował, a ja w tym czasie sprzątałam, gotowałam i szyłam. I dało się :)
    I jak tak dobrze pomyślę, to mam jeszcze 14 dni urlopu do wykorzystania. Oj, kusicie, kusicie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Brzmi interesująco. ;-) Tylko przed postawieniem jakiegoś normalnego łóżka nie ośmielę się gościć zdrożonych przybyszy z daleka.
    Ewa S.

    OdpowiedzUsuń