16 kwietnia 2010

Cena spokoju

Materiał dzisiaj rano wreszcie dotarł. Pomalowałam go od razu środkiem grzybobójczym. Ania wkopała trzy koleje słupki i do wieczora docinała belki poprzeczne na krajzedze pod wymiar.
Wczesnym popołudniem pojawił się z wizytą pan Romek, działacz poważnej fundacji na rzecz wsi. Ucieka na czas pogrzebowego zamieszania ze stolicy do swojej letniskowej stodoły nad Bugiem. Porozmawialiśmy trochę o przepisach związanych ze sprzedażą wyrobów gospodarczych, w tym sera. Wciąż groźny jest Sanepid w tej sprawie. O kwestię montowania grupy producenckiej i organizowania sprzedaży płodów rolnych indywidualnym klientom z miasta jedynie zahaczyliśmy. A szkoda. Nasz gość ma wielką orientację w przepisach obowiązujących rolników. Wspomniał tylko, że coś podobnego organizował ze swoją fundacją w pewnym miejscu w Polsce. Na koniec kupił 10 jaj.

Nakłada się na to wczorajsza rozmowa z Artijem, który właśnie był wrócił z zawodowego wypadu do Krakowa, pociągiem z przesiadką w Warszawie. Tłumy w stolicy, niebotyczna kolejka do Pałacu ludzi chcących obejrzeć trumnę Prezydenta, zamieszanie w Krakowie. Szał. Histeria masowa. Nie ma gdzie uciec od tego, gdy mieszka się i pracuje w tych miastach.
Artijowie, tak jak i my nie mają i nie oglądają telewizji, z przekonania. I jest to wielki dar w obecnych czasach.
No, i sprzedałam im 20 jaj. Kury nie nadążają!
Żadna chmura znad Islandii nie dotarła nad nasze Podlasie do samego wieczora.

3 komentarze:

  1. Taka chmura ziemi tylko dobrze może zrobić, bo popiół wulkaniczny mnóstwo mikroelementów ma.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ewo
    skontaktuj mnie proszę z panem Romkiem
    bo i ja nie mogę czasami ogarnąć rozumem
    jakim to sposobem sery zagrodowe mogłyby być na legalu
    :::
    a tak przy okazji, pozdrawiam niezwykle serdecznie
    czytam codziennie, gdy piszesz codziennie :o)

    OdpowiedzUsuń
  3. ;-)
    Napisze się do pana R., pewnie się zgodzi chętnie, ale wypada spytać.
    Pozdrawiam jak co dzień
    Ewa

    OdpowiedzUsuń